Back to home
PARENTING

Zostanę, aż mnie nie będziesz potrzebować

Czasem mam takie chwile, że jedyne o czym marzę, to by moje gwiazdy poszły spać. By nastała w końcu w domu ta błoga cisza – bez pytań, bez żądań, bez sporów – kiedy to wejdę do kuchni, otworzę wino i naleję sobie kieliszek. A potem usiądę i tępo będę się gapić przed siebie myśląc przez chwilę o niczym. To taka moja myślodsiewnia. Szansa na reset i wsłuchanie w samą siebie oraz próbę pozbycia się z karku i ramion pełnego napięć stresu dnia.

Zanim to jednak nastąpi, mamy w domu swój rytuał. Jeśli jesteśmy z eM we dwoje, cała nasz czwórka gromadzi się sypialni dziewczyn. Czytamy przed snem. Jednej mama, drugiej tata. Według preferencji. Symultanicznie. Tak zaczyna się nasz czas, kiedy żadne telefony, żadne obowiązki nie istnieją. Jesteśmy my, a cały świat hamuje za ścianami ich sypialni. Gaśnie światło. Czas usypiania. Dziewczyny leżą w swoich łóżkach, a przy nich rodzice. Zawsze jest licytacja, przy której łóżku będę spała ja. Ależ się czuję wtedy ważna. Jak one o mnie zabiegają. Nie przestanie mnie to rozczulać. Staram się zaspokajać ich potrzeby na zmianę.

Zmysły się wyciszają. Jesteśmy tylko my. To czas leniwych pytań i rozlazłej ciszy. Wypowiedziane szeptem zdania dają mi wgląd w ich świat. Przypomina o dziecięcym, bezwarunkowym pojmowaniu życia takim, jakie jest. To moment, gdy dziewczyny mają moja niepodzielną uwagę, kiedy mówię im, że je kocham najbardziej na świecie i dlaczego, kiedy noc w noc życzę im kolorowych snów i tego, by im się przyśnił raj.

Nasze dni mogą być różne, nerwowe, chaotyczne, pełne planów do realizacji i spontanicznych czynności. W pędzie codzienności trudno o tylko nasze chwile. W ciągu dnia zawsze znajdzie się jakaś zewnętrzna moc, która będzie nas tych chwil pozbawiać i przeszkadzać im. Możemy też je w ciągu dnia najnormalniej w świecie przeoczyć. Jednak, gdy kładziemy się razem, jest to czas niepodzielny. I leżę to przy jednej to przy drugiej nim nie odpłynie. Trzymam je za ręce. Gdy usypiam Nel, leży na brzuchu z buzią w burzy loków zwróconą w moją stronę. Widzę, jak rozkoszuje się przykładając moją dłoń do swojego policzka. Mówi mi, że kocha Nikosia i że miała dobry dzień. Z każdym oddechem odpływa ode mnie dalej i dalej. Kiedy usypiam Zuzę, leży na boku zwinięta jak kotek. Trzyma rączkę na moim przedramieniu. Masuje mnie najdelikatniejszym masażem świata. Czasem szuka mojego policzka i rozpoczyna badanie opuszkami. Jak piórkiem. Słyszę równomierne ssanie palca, a gdy ustaje w półśnie szepcze do mnie: “Tocham ciem.” A ja wymiękam. I po słowach jednej czy drugiej sama usypiam tuż przy nich. I trwam w tych dotykach, ściskach, masażach aż nie zasną na dobre.

Znajomi, rodzina będąc świadkami naszego długiego usypiania nieraz krytykowali oddanie i czas poświęcany dzieciom. To powinno być krótkie siusiu, lulu, spanie. Ale czas ten, który wtedy staje się jakością jest magiczny, tylko nasz. Nie rozkładam tego na czynniki pierwsze. Traktuję to jako zaszczyt, więc siedzę tam, aż nie zasną. One wiedzą, że gdy ten moment nastąpi, to wyjdę. Naleję sobie kieliszek wina, pozbieram porozrzucane po domu ciuszki, kopnę w kąt zabawkę i rozpocznę “życie dorosłych”. Wiedzą, że gdy otworzą oczy, mnie przy nich nie będzie, ale gdy poczują się źle, za pomocą najdoskonalszej echolokacji w egipskich ciemnościach nocy odnajdą mnie. A to wspólne leżenie daje nam symbiotyczny komfort cieszenia się własnym towarzystwem z dala od reszty świata. Że we mgle codzienności spotykamy się stale w naszym azylu, gdzie one są bezpieczne, jak w moim brzuchu.

I w dupie mam poradniki, teorie super niań. Wpatruję się w moje najjaśniejsze gwiazdy, bo one dziś są dla mnie kompasem. Wiem też, że pewnego dnia, już tego nie będą potrzebowały, że ich niezależność weźmie górę. Jednak na razie chcę, żeby wiedziały, że zostanę z nimi aż mnie nie będą potrzebować. A kiedy już mnie tam nie będzie, zostanie z nimi moje serce.

Nim wymknę się z ich sypialni, przystaję na chwilę, żeby zachować w pamięci widok niczym niezmąconego snu dziecka. Przypominam wtedy sobie, jakie mam szczęście, że wciąż mamy te nasze chwile,bo kiedyś będę już tylko za nimi tęsknić. Ale będę tam leżeć tak długo, jak długo będą tego chciały.

By Miss Brave, 15 kwietnia 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.