Back to home
LIFESTYLE

Zaprojektuj sobie dziecko

Obserwuję tu i teraz, jak w końcu technologia dotarła tam, gdzie ludzka wyobraźnia za sprawą “Nowego wspaniałego świata” Aldousa Huxleya była ponad 80 lat temu. U Huxleya ludzkie zarodki zmodyfikowano specjalną miksturą. Naukowcy przejęli pełną kontrolę nad genami eliminując wszelkie choroby i wady. Obywatele Republiki stworzeni na drodze sztucznego zapłodnienia i klonowania od urodzenia poddawani byli biologicznej i psychologicznej stymulacji, by jako dorośli stać się ludźmi automatami i stworzyć system wspólności, identyczności i stabilności. Trzeba przyznać, powieść Huxleya jest proroctwem i przestrogą. autor próbuje ostrzec ludzkość przed utopią, w której ważniejsze są trwałe szczęście i wygoda wykreowane przez zaprojektowanych ludzi niż wzloty i upadki w świecie pełnym emocji. Ludzie-automaty nie mają wygórowanych wymagań, a jeszcze celowo obniża im się poziom intelektualny, by służyli odtwórczej pracy. To idealne społeczeństwo, bo nie strajkuje, nie żąda podwyżki, nie knuje, nie domaga się awansów, a świetnie się nim steruje. I dziś, podobnie jak po przeczytaniu lektury, stajemy w punkcie, w  którym trzeba sobie zadać pytanie, na ile dopuścić sztuczną modyfikację człowieka.

W listopadzie przyszły na świat pierwsze genetycznie zmodyfikowane dziewczynki bliźniaczki. Naukowcy wykorzystali odkrytą parę lat temu technikę opartą na bakteryjnym systemie CRISPR w dużym uproszczeniu pozwalającą bardzo precyzyjnie i łatwo modyfikować geny w organizmach. U dziewczynek wyłączono gen odpowiedzialny za podatność na pewne wirusy, w tym HIV. Zedytowane zarodki wszczepiono do macicy matki, gdzie rozwinęły się jako zdrowe płody. Miejsce eksperymentu nie powinno nikogo dziwić. Chiny wraz ze swoim parciem na technologiczny prym, by dokonać owego eksperymentu złamały chyba nawet własne standardy etyczne, ale dokonały tego, czego bał się dotknąć Zachód.

Zastanawiająca jest dla mnie ogólnoświatowa cisza, która osiągnięciu towarzyszy. Co prawda co i rusz pojawiają się publikacje w stylu “co by było, gdyby…”, ale ogólnie jakoś cicho. A  niewątpliwie jest to przełom wołający o szybką weryfikację moralną. No bo nie możemy rozpatrywać inżynierii genetycznej jako potencjalnego zagrożenia. To jest zmiana na skalę ewolucji tylko, że wspomaganej technologicznie. Wyznaczy to nową erę człowieka. Genetycy zaczęli modyfikować ludzki genom! To jest fakt. Heloł! Zaczęto, rzecz jasna, w dobrej wierze, wyłącznie w celach zdrowotnych, ale nie łudźmy się, zabiorą się także za geny warunkujące korzystne cechy, a niekoniecznie mające cele zdrowotne. Linia oddzielająca to, co moralne od tego, co nie, wcale nie jest gruba i wyraźna. Trochę na ten temat poczytałam. Geny to ustrojstwa złożone. Bardzo niewiele genów ma tylko jedną funkcję w genomie. I tylko dosłownie kilka schorzeń genetycznych jest wywołanych mutacją w jednym genie. Co to oznacza? W dużym uproszczeniu: np. że eliminacja groźnej choroby dziedzicznej u dziecka  jednocześnie podnosi jego zdolności do nauki. W efekcie rodzi się zdrowe dziecko, a do tego jako efekt uboczny – geniusz. Ale inni rodzice nieposiadający owej groźnej choroby dziedzicznej też mogą zapragnąć dziecka geniusza. Tu pojawia się kwestia modyfikacji genomu zarodka w celach czysto “widzimisię” – niczego nie leczymy, a tylko modyfikujemy cechy na korzystniejsze.

Moim zdaniem cud technologii reprodukcyjnej czyli pierwsze zapłodnienie pozaustrojowe dokonane w latach 70-tych zdeterminowało kierunek badań. Dalsze wydarzenia wraz z ich konsekwencjami są już nie do zatrzymania.  Oto człowiek dostał na tacy podany ludzki embrion. Ale wraz z nim ciągnące się przez kolejne prawie 50 lat pytania o prawo wyboru płci, klonowania ludzi czy właśnie eliminacji błędów genetycznych niosących ryzyko wystąpienia schorzeń dziedziczonych. Świat nabrał wiatru w żagle i rozpędził naukową maszynę. Ludzka ciekawość poznania rzeczywistości  jest czymś naturalnym. Jednak im lepiej naturę znamy, tym więcej jej dostarczamy środków do okaleczania czy wręcz zabijania ludzi. A tu nikt nie wyraził jednoznacznej opinii na temat moralnej dopuszczalności ingerencji w ludzkie zarodki. Uważam – bo do głosu dochodzi moja empiryczna natura – że nie ma powodów, dla których powinno się ograniczać takie badania. Po prostu mentalnie należy przygotować się na zmiany.  Ewidentnie w tym kierunku zmierza ludzkość. No bo co złego może się wydarzyć? Zawiedzie technologia? A może wręcz zaskoczy? Może w wyniku projektowania dziecka powstanie nowy gatunek człowieka?

Dojechaliśmy do momentu, w którym potrzebna jest publiczna debata naukowców, prawników, etyków, polityków, filozofów i kogo by tam jeszcze. Niechęć publicznego zabrania głosu według mnie leży w braku poczucia odpowiedzialności. Osób dziś dorosłych, decyzyjnych na koniec dnia problem nie będzie dotyczył, bo zejdą z tego świata wcześniej niż epokowe zmiany zdążą się wydarzyć wraz z ich konsekwencjami. Czysta spychologia.

Pozostaje jeszcze aspekt finansowy. I nie mam zamiaru rozpędzać się z teorią spiskową o produkowaniu nadludzi do niechlubnych celów rodem z powieści, ale wprowadzanie zmian w genach będzie usługą luksusową dostępną dla nielicznych, których dzieci będą miały szansę stać się z automatu kimś lepszym wcześniej niż same tego zapragną. I tu pojawia się kolejny problem moralny, którym będzie rządził pieniądz rodziców.

Pozostaje poczekać aż – jak zakończył  konferencję naukową w Chinach kierownik zespołu dr He Jiankui – “społeczeństwo samo zdecyduje, co zrobić z tym dalej”.

By Miss Brave, 30 stycznia 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.