Back to home
PARENTING

W pojedynkę czy z rodzeństwem?

Zawsze chciałam mieć rodzeństwo. Bycie jedynaczką było dla  mnie niczym przekleństwo. Pytana będąc małą dziewczynką o siostrę czy brata z automatu otrzymywałam odpowiednią dawkę litości w wymownym spojrzeniu zainteresowanego oraz łatkę egoistki i egocentryczki. Jakież to oczywiste.

Prawda jest taka, że choć byłam pierwszym dzieckiem  moich rodziców, nie miałam być ostatnim. W nieodległej przyszłości po moich narodzinach miało pojawić się kolejne. Niestety, możesz sobie życie planować, jak chcesz, a ono i tak zrobi po swojemu. I u mnie tak się właśnie stało. Gdy miałam półtora roku zmarł mój tato. Jakiekolwiek były zamiary moich  rodziców odnośnie powiększania rodziny, pozostały na zawsze w marzeniach osamotnionej mamy. Efektem “przykro mi, tak wyszło” jestem ja – jedynaczka. A oto kilka trudności, jakie z tego faktu wynikały:

W mojej rodzinie dominowali ludzie wiekowi. Mało było dzieci. Gdzieś w Anglii żył zawsze mi imponujący starszy o rok kuzyn, ale Polskę odwiedzał na tyle rzadko, że nasze relacje nie przetrwały próby czasu. Nie miałam zatem żadnego treningu z nawiązywania znajomości z rówieśnikami poza strefą komfortu obejmującą przedszkole i grupę dzieciaków z podwórka.

Gdy pojawiałam się w nowym środowisku, walczyłam o zainteresowanie choć zbliżone do tego, jakim cieszyłam się w domu, gdzie byłam typowym oczkiem w głowie. Starałam się dominować i skupiać na sobie uwagę.  Byłam apodyktyczna i przywódcza. I wierzcie mi, że duże było moje zaskoczenie, gdy odkryłam , że ktoś może mieć inne zdanie ode mnie i że to zdanie w dodatku może być równie słuszne, a czasem i słuszniejsze.

Nauczona radzić sobie sama byłam zawsze panią swojego losu. Nie potrzebowałam w swoim życiu przyjaciółki – w końcu wszystko wiedziałam najlepiej. Od dziecka robiłam, co chciałam. Nie musiałam się podporządkowywać ani bratu ani siostrze. Nie znałam kompromisów. Tych umiejętności bardzo mi zabrakło w związku. To, co moi partnerzy mając rodzeństwo nabyli w sposób naturalny, mi przyszło z czasem i w trudzie pracy nad sobą jako to, co szeroko otwiera w życiu oczy po wcześniejszym oblaniu cię kubłem zimnej wody. Dziś wciąż – nim się ugryzę w niewyparzony język – automatycznie rwę się forsować moje zdanie.

Egoizm. Tak, statystyczny jedynak jest egoistą. Słyszałam to wszędzie i prawie od każdego, kto czuł się upoważniony do wypowiadania na mój temat. Jak każde małe dziecko, ufałam dorosłym, więc nadanie mi etykiety zadziałało jak samospełniająca się przepowiednia – tak się zachowywałam, bo przecież tak powiedział wujek, sąsiadka, pani w przedszkolu. Trochę mi zajęło uwolnienie od stereotypu. Ale dziś mogę o sobie powiedzieć, że jest we mnie mniej egoizmu niż w osobach mających liczne rodzeństwo.

W dzieciństwie za pan brat byłam z samotnością. Znalazłam na nią świetny sposób. Miałam wyimaginowanego starszego brata Dawida. Był mądry, zabawny, był autorytetem i prawie się nie rozstawaliśmy. Gadałam z nim o wszystkim. Był wyidealizowanym obrazem rodzeństwa. Dawid miał zawsze 12 lat. Nie wiem, dlaczego, ale ten wiek wydawał mi się strasznie dojrzały i jakiś przełomowy. Nie pamiętam, kiedy na zawsze wyjechał. Przyszło to naturalnie.

A zatem, kiedy zaczęłam się zastanawiać nad dziećmi, liczba pojedyncza w ogóle dla mnie nie istniała. Ja po prostu uważam, że – jeśli na przeszkodzie nie stoją względy zdrowotne u mamy czy potomka albo zrządzenia losu – nie powinno się mieć jednego dziecka. Życie jedynaka jest zawsze gorsze. Jeśli masz obawy, czy i jak podzielisz serce podane na tacy pierworodnemu, poczekaj, aż się urodzi kolejne i już nigdy więcej sobie tego pytania nie zadasz. Będziesz wszystkie swoje dzieci  kochać i zrobisz wszystko, by wyrosły na ludzi. Im będzie ich więcej, tym większa szansa, że ktoś poda ci przysłowiową szklankę wody na starość. I chyba nie muszę dodawać, że tu to już zażartowałam.

Ciekawi mnie natomiast twoje zdanie: przy ilu maksymalnie dzieciach każdemu z nich można okazać należytą uwagę i zapewnić odpowiednią opiekę?

 

Foto: Unsplash.com

By Miss Brave, 29 stycznia 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.