Back to home
LIFESTYLE, PARENTING

Taką świętą rodzinę ja chromolę

Podziwiam wszystkie świadome swoich praw kobiety, które pomimo skali swoich obowiązków i tak silnego patriarchatu są w stanie wyjść na ulicę i głośno domagać się swego. Fajnie, że kobiety zaczęły działać same, nie oglądając się na polityków i instytucje. Uważam, że to nie tylko alternatywa polityczna, ale też obyczajowa dla naszego społeczeństwa. Tylko kobiety mogą zmienić naszą polską mentalność na coś, co będzie bardziej przyszłościowe niż to, co mamy teraz. Bo na tych oklepanych martyrologiczno-powstańczych zgliszczach niczego nowego już nie zbudujemy.

Ale…
żeby kobiety mogły być silne, muszą czuć się bezpiecznie. Muszą wiedzieć, że za ich życiem i bezpieczeństwem stoi prawo. A w naszym kraju – raju wszystko zmierza na opak i w przeciwnym kierunku. Bo latami bite i poniżane trwają w związkach pełnych strachu i niepewności, bo nie ma kto im pomóc, a ten, kto by mógł, odwraca się do nich tyłkem mamrocząc coś, że to rodzinne sprawy.

Dlaczego tkwią w przemocowych relacjach

Ofiary domowej przemocy, a dokładnie kobiety i dzieci, o których jest ten tekst – bo to one, nie mężczyźni – są najczęściej bite i poniżane, nie mogą liczyć na pomocną dłoń. To bardzo specyficzny i trudny typ ofiar. Część latami milczy, część składa zeznania, a potem je ze strachu wycofuje. Strach i stereotypy to norma – wiele kobiet uważa, że tak musi być, że taki ich los. Inne wolą to, co znane z dzieciństwa, bo to wydaje im się bezpieczniejsze od samotnego radzenia sobie w życiu. Ofiary przemocy wielokrotnie też mają osobowości zależne, co czyni je całkowicie podporządkowanymi wobec ofiary. Mają głębokie poczucie winy, więc potrafią rozumieć przemoc jako słuszną. Kobiety wychowane do roli grzecznej żony dbają za wszelką cenę o ognisko domowe i często z tej perspektywy i wychowania w przeświadczeniu, że rodzina jest najważniejsza, nie widzą w przemocy niczego złego. A do tego wszystkiego dochodzi wielki wstyd. Kobiety często chronią sprawcę przed odpowiedzialnością, bo obawiają się tego, co powie rodzina, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi. Boją się piętna tej, co to męża zamiast do siebie dopuścić, do więzienia wsadziła. Nie wierzą instytucjom, że ich los może zostać odmieniony. A sprzyjają temu zależność i zastraszenie ofiar jak również obojętność otoczenia i rodziny. No i opieszałość wymiaru ścigania i sprawiedliwości w tym dziwnym kraju, co chroni bardziej oprawcę niż ofiarę.

Czym tak w ogóle jest konwencja stambulska

To traktat o prawach człowieka. Nie o ideologii. Ma na celu zapobiegać przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie, chronić ofiary i przeciwdziałać bezkarności sprawców. Tworzy ramy prawne i wskazuje drogi postępowania w przypadku przemocy. Przemocy, która jest jasno zdefiniowana jako pogwałcenie praw człowieka i forma dyskryminacji.

Państwa, które do traktatu przystąpiły, muszą bezwzględnie uznać za przestępstwo wobec kobiet np.: przemoc psychiczną, prześladowanie, przemoc seksualną, przymusowe małżeństwa, okaleczanie żeńskich narządów płciowych, przymusową aborcję i sterylizację. W konwencji pojawia się też zapis dotyczący przestępstw popełnianych w imię tzw. “honoru”. Konwencję podzielono na części: zapobieganie, ochrona i wsparcie ofiar, ściganie przestępców oraz zintegrowana polityka z tym związana.

Najlepsze jest to, że w całej mojej naiwności konwencji szukałam na stronach rządowych. No ze świecą. I dupa. Może gdzieś w tysiąc czterysta dwudziestej dziewiątej zakładce coś jest, ale się wcześniej zniechęciłam i tam już nie dotarłam. Przypadek? Nie sądzę.

Konwencję stambulską podpisały wszystkie kraje Rady Europy. Nie podpisały Rosja, Azerbejdżan oraz kraje islamskie. To śmierdzi fundamentalizmem religijnym, jakimś zniekształconym katolicyzmem totalnie oderwanym od chrześcijaństwa, którego podstawą jest bądź co bądź miłość do bliźniego. Większość krajów Europy kroczy drogą właściwie rozumianego chrześcijaństwa zwalczając przemoc. I gdy cała Europa podąża w tym kierunku, u nas średniowiecze i ciemnogród. Albo gorzej – kraj barbarzyński. W głowie mi się nie mieści, że jak ktoś kogoś pobije na ulicy, to idzie do więzienia, a gdy ktoś kogoś pobije w rodzinie, to nie idzie. I kobiety buntują się dokładnie przeciwko temu. Czy jeszcze dla kogoś nie jest to oczywiste?

Ratyfikacja to tylko mały krok

Potem dopiero zaczęła się jazda, bo trzeba było stworzyć warunki, by ją egzekwować, a więc dostosować do niej ustawy, stworzyć określone instytucje i organizacje, by ochrona kobiet i dzieci przed przemocą w rodzinie była kompletna. I co? I nic.

Przemoc wobec kobiet w Polsce to zjawisko masowe. W wielu przypadkach dzieje się za społecznym przyzwoleniem. Kobiety się wstydzą o tym mówić, więc dodatkowo jest zjawiskiem niepoliczalnym i niemożliwym do ujęcia w statystykach. O skali zjawiska można mówić jedynie bazując na odpowiedziach kobiet na pytanie, czy znają kogoś, kto jest ofiarą przemocy domowej. Wiesz, jaka jest przytłaczająca większość odpowiedzi? Że znają…
Są kraje, dużo krajów, gdzie kobieta, która została pobita, upokorzona dokładnie wie, co robić i gdzie się zgłosić to raz. A dwa, że jednocześnie ze strony różnych organizacji jest błyskawiczna reakcja i działanie. U nas organizacje takie mogą zapomnieć o rządowym dofinansowaniu, bo przecież rząd wyznaje ideę, że kobieta jak również dzieci powinni trwać w przemocowym związku pomimo wszystko. Rząd chwali się niskim poziomem przemocy, w tym domowej. Achaaaaa… Dlaczego? Bo tak przemoc jest u nas dla niektórych normalna. Skoro babka była bita, matce się od ojca obrywało, to i ja mogę raz na jakiś czas dostać i to jest ok. Wszak jak kocha, to bije. Nie? No, nie. Tylko, że takie kobiety nawet nie wiedzą, gdzie szukać pomocy i gdzie się bezpiecznie udać, by ktoś bez komentarzy, bez oceny mógł udzielić im pomocy i zapewnić bezpieczeństwo.

Święta rodzina – przeklęta rodzina

Rodzina podzieliła los wielu innych pojęć, które nadużyła ideologia. My nie mamy polityki prorodzinnej, mamy ideologię prorodzinną, która jest szkołą dla najobrzydliwszego nacjonalizmu, kultu najprymitywniej rozumianej swojskości, skrzywionej wiary i wynaturzonego konserwatyzmu. Tylko to, co moje – moja rodzina i mój naród – jest najlepsze. Każdą odmienność trzeba zniszczyć.
Rodzina w wydaniu PiS to zamknięta święta twierdza – ostoja panującej partii. To twór, w który nie mogą ingerować żadne organizacje ani instytucje chroniące kobiety i dzieci. “My home is my castle” – mój dom to moja twierdza. Przeklęte powiedzenie. Jego koszty ponoszą osoby najsłabsze, które często same się nie poskarżą, nie wyrażą zgody, nie zwrócą się do nikogo. Ze strachu. Ze wstydu.
Ach, wciąż zapominam – według rządzących przemoc nie jest rodzinna, tylko domowa. Prawda, że to lepiej brzmi? No i zostawia rodzinę w spokoju. Świętym. W języku tkwi wielka siła… Najwyraźniej w Polsce przemocy w rodzinie być nie może. W domu tak, w rodzinie już nie. I dochodzi tu do absurdu, że rodzina jest ważniejsza niż prawa człowieka poszczególnych jej członków. I stąd zmiana przemocy w rodzinie na domową. Bo w rodzinie – choć przemoc jest – to jednak jej nie ma.

Zatem pytam, bo znów mi się coś w głowie nie mieści. Czy rodzina ma być czymś ważniejszym niż prawa jednostki do bezpieczeństwa? Dzielenie na tych, co są za prawami kobiet z jednej strony, z drugiej na tych, co uważają za priorytet rodzinę? Ludzie, to m.in dzięki kobietom istnieje rodzina. Zatem to się łączy, nie wyklucza. Czy rodzina ma trwać pomimo tego, że kobieta i dzieci w niej są bite, poniżane, upadlane, upokarzane, terroryzowane? Że kobieta w takim przemocowym związku powinna tylko się modlić, żeby tę rodzinę zachować? Jeśli uważasz, że tak, nie czytaj tego dalej. Nie mamy o czym rozmawiać.

Rozumienie rodziny w konserwatywnej polskiej rzeczywistości kompletnie nie polega na tym, że jest to wspaniały twór, w którym osoby mogą coś wspólnie budować przy zachowaniu takich wartości jak: poczucie bezpieczeństwa, własnego szczęścia, intymności, bliskości, cielesności. Dla nich rodzina jest wartością ważniejszą, ponad wszystko. Również ponad prawa indywidualne. Rząd krzyczy, że ingerencja w rodzinę może mieć miejsce, gdy zagrożone jest zdrowie i życie jej członków. Jak to rozumieć? A no tak, że jak się tłucze dzieci i żonę tak, że tego nie widać, to wszystko gra i furczy. Bo trwanie rodziny w jakimkolwiek stanie jest nadrzędne. To jest chore i niepokojące. Bo to nie jest kwestia jednego aktu prawnego, ale całej filozofii tej władzy. Według badań socjologów, rodzina i tak sama w sobie się broni, jest bardzo trwałą instytucją i ma wielką moc. Na co te rygory?

Lek na całe zło

Nie, no muszę to napisać. 500 plus miało załatwić różne problemy w rodzinie. Ale heloł, to nie jest lek na przemoc. Tak jak lekiem na przemoc nie jest przeciwdziałanie alkoholizmowi, jakby sobie życzył minister Ziobro. Zdiagnozował, że przyczyną przemocy jest alkohol. I jeśli będzie się przeciwdziałać alkoholizmowi, to wyeliminuje się przemoc. No trzymajcie mnie! Kolejna bzdura. To nie alkohol bije, to sprawca bije. Bije, bo tak został nauczony, bo takie sobie uzurpuje prawo. Bije, maltretuje, bo w tym dziwnym kraju może.

Brak reakcji cichą zgodą

Milczenie też jest biciem w Polsce. Milczenie też jest przemocą fizyczną, psychiczną, seksualną, ekonomiczną. Sprawca wtedy przestaje się czuć bezkarny, kiedy ktoś dowiaduje się o tym, że popełnia przestępstwo. A jak się bije w Polsce? Bezkarnie. Za przyzwoleniem sąsiadów, dalszej rodziny, kolegów i koleżanek z pracy, którzy widzą, wiedzą, a nie reagują. Za milczącą zgodą. Sprawca i otoczenie są przyczyną przemocy w rodzinie. Sprawca, który bije, i otoczenie, które wie, ale nie robi nic.

Przemoc w rodzinie jest szczególna. Po pierwsze, ofiary doznają jej ze strony najbliższych osób, od tych, na których powinni polegać, liczyć na szacunek i miłość. Po drugie, zazwyczaj jest tak, że ofiara i sprawca mieszkają razem. Sprawca ma możliwość wpływania na ofiarę praktycznie cały czas. Kiedykroś nas pobije na ulicy, po zajściu wracamy do bezpiecznego domu. W przypadku przemocy w rodzinie dom nie jest bezpieczny, to miejsce największego ryzyka, bo w nim możemy zostać zabici.

Cały czas uważamy, że ofiara sobie zasłużyła, że się do tego jakoś przyczyniła, że ona go zdenerwowała, że sama jest sobie winna, powinna odejść, ale durna, nie odchodzi, więc  to akceptuje. Obwiniamy ją, zawstydzamy i w końcu jej nie wierzymy. I to jest najgorsze. Kwestionujemy to, co ona nam mówi, podważamy jej wiarygodność. Padają pytania, czy aby nie przesadza, może jej się wydaje, bo przecież on nie wygląda na zdolnego do przemocy, a jeszce taki dobry ojciec z niego.

W niektórych rodzinach jest przemoc. Otwórzmy oczy. I albo będziemy ją zwalczać, albo zamiatać pod dywan i powtarzać te bzdury, że w prawdziwych rodzinach nie ma przemocy. Tak jak pan premier, co powiedział, że przemoc występuje głównie w konkubinatach. Ja natomiast tylko podam fakty amerykańskich badań z lat 70-tych dowodzące, że zmiana stanu przez kobietę z wolnego na mężatkę zwiększa jej ryzyko bycia zabitą. Mężczyzna natomiast jest bezpieczniejszy w małżeństwie niż poza nim. Kobieta zwykle jest zabijana przez osobę najbliższą, a mężczyzna przez osobę obcą. Z biciem analogicznie.

Polityka i cynizm

Przykre jest to, że prawa kobiet są czymś, co może pogrążyć polityka w kampanii albo pozwolić mu wygrać. Że są kartą przetargową politycznych przetasowań. Nie rozumiem, dlaczego stały się tak polityczne. Przecież powinny być neutralne. To prawa człowieka. Jaka ideologia?! Szczególnie, jeśli chodzi o przemoc w rodzinie. Przecież wszyscy od lewa do prawa powinni się zgodzić, że przemoc jest niedopuszczalna, nieakceptowalna i z determinacją, a także z konsekwencją podejmować działania w celu jej zwalczania. Ludzie, przemoc jakakolwiek jest zła. Musi być karana. Wierzę, że duża część społeczeństwa nie jest przemocowa, tylko tolerancyjna. Jednak milczy…

Szkoda, że sprawa kobiet jest wykorzystywana wyłącznie do spraw wewnętrznych rządu. Że jak podleją wszystko pseudo konserwatywnym sosem, to zatopią w nim wciąż wypływający na powierzchnię wszechobecny cynizm. Ten sam, co zezwala na wzięcie drugiego ślubu kościelnego i to jeszcze w Łagiewnikach. I ten sam, co może zapewnić lepsze sondaże i względy u prezesa.

W głowie mi się nie mieści, że walka z przemocą w rodzinach w tym kraju jest tak nieskuteczna. Siła tej władzy i siła władzy kościoła w Polsce polega na zniewalaniu kobiet. To ohydne i niedopuszczalne! Nastawienie tych instytucji jest totalnie antykobiece. W rządzie sprzymierzeńców brak, więc na poziomie parlamentarnym kobiety nic nie wskórają.

Edukacja w domach, uświadamianie, rola ludzi kultury oraz ogarniętych celebrytów, to nam pozostaje. I to jest proces na lata, gdyż przeciwnik moc ma niebywałą. Uważam, że ludzie, którzy mają jakikolwiek wpływ na opinię w swoim środowisku czy społeczeństwie, powinni w ważnych sprawach zajmować stanowisko. Publicznie. Dizś ich obowiązkiem jest mówienie na tematy mowy nienawiści, feminizmu czy przemocy w rodzinie.
Rządzący chcą rolę kobiet sprowadzić do roli podręcznych z serialu. To trzeba zatrzymać. Dla nas, dla naszych córek i wnuczek. Jedyne co zostaje nam, kobietom, to wyjście na ulicę. Obawiam się, że ten rok pokaże – tak jak niejeden pan z rządu by chciał – że miejsce kobiety jest właśnie na ulicy. Jednak ta ulica nie będzie symbolem zniewolenia, lecz jedynym oknem do naszej wolności poprzez protesty.

Broszura: https://rm.coe.int/1680464e74
Tekst: https://gfx.radiozet.pl/var/radiozetsg/storage/original/application/3e1a32d8ffd8acde70d2dd18e404e18f

By Miss Brave, 1 sierpnia 2020

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.