Back to home
PARENTING

Supermoc, której jednak będziesz chciała nauczyć swoje dziecko

Nikt mi nie powie, że rodzimy się wyposażeni w supermoce lub nie. Że albo ktoś je posiada, albo nie. Bo wiele, jak nie wszystkie, można nabyć w czasie naszego życia. Niektórym zajmie to lata. Ja jednak nie jestem zwolenniczką wymyślania prochu czy wyważania otwartych już drzwi, dlatego moimi mocami chcę się dzielić. Dlatego moje moce chcę przekazywać Gwiazdom – po prostu wyposażyć je w umiejętności, które są w stanie zrobić w ich życiu coś dobrego.

Chciałabym, by Nel i Zet potrafiły wyrażać swoje potrzeby, pragnienia, uczucia w pozytywny, a przede wszystkim asertywny sposób wobec innych. Ale wiesz, chcieć to jeszcze mało. Trzeba samemu stać się żywym przykładem. A z tym bywa różnie. W moim przypadku wiek mi pomaga. Otóż mając 41 lat, trochę życiowych doświadczeń, trochę wyciągniętych wniosków i odrobionych przysłowiowych lekcji, jestem osobą zdecydowanie bardziej asertywną niż dekadę czy dwie temu. Cenię sobie prostolinijność, bezpośredniość. Doceniam, gdy ktoś dokładnie informuje mnie o swoich potrzebach. Bo to skraca te wszystkie podchody typu “domyśl się”, ułatwia komunikację i zwiększa prawdopodobieństwo jakiegoś wzajemnego zrozumienia i poszanowania.

Wstęp do nauki supermocy

W rodzicach małych dzieci wkurza mnie to bezkresne zastanawianie się, o co maleństwu chodzi. Jedzenie? Spanie? Sraczka? Nawet powstała książka, co się bestsellerem okazała o języku niemowląt – tak duża jest potrzeba matek, by zrozumieć maluchy. Tylko czy na pewno do tego konieczny jest podręcznik? Zgadywanie typu “domyśl się” nie jest moją mocną stroną i w komunikacji bądź to damsko – męskiej bądź matczynej doprowadza mnie do szewskiej pasji, więc zaraz po tym, jak zostałam mamą, wprowadziłam własny system komunikacji z małym człowiekiem, by oszczędzić sobie frustracji, a być w stanie sprostać jego potrzebom. Nie, nie, nie – nie poszłam w żaden język migowy, ale poprzez pokazywanie i nazywanie czynności i rzeczy niemówiącemu jeszcze dziecku, nauczyłam je naprawdę fajnej interakcji. Niby taka zabawa, a generalnie było to jak prowadzenie rozmów na długo wcześniej, zanim moje Gwiazdy nauczyły się nieudolnie gaworzyć. I jak patrzę sobie z perspektywy czasu na te sfrustrowane starające się odgadnąć potrzeby swych bąbelków matki, uważam, że był to strzał w dziesiątkę. Dzięki temu sama uniknęłam wielu frustracji. Po prostu rozumiałam, co dziewczyny próbowały mi przekazać, a ja poświęcałam im pełną i niepodzielną uwagę. Przez precyzyjne, bezkompromisowe na dziecięcy sposób określanie bieżących potrzeb rozpoczęłyśmy nasz wstęp do nauki supermocy – asertywności.

Słuchać, słuchać, słuchać

Dzieci rosną i zaczynają mówić. Poza wyjściem naprzeciw ich podstawowym potrzebom, pojawia się zadanie ambitniejsze – nauka słuchania. Tym bardziej wtedy, gdy różnimy się zdaniem. No proszę, jakie to życiowe! I jakby nie tylko o dzieciach. Bo, jak dowodzą badania, dobrzy słuchacze to nie tylko dobrzy przyjaciele, ale i dobrzy kochankowie jak i szefowie. Aktywne słuchanie. Brzmi dziwnie? Zwiastuje coś skomplikowanego? Skąd! Po prostu nie wystarczy słyszeć. Trzeba jeszcze słuchać. Ja wiem, że opowieści dzieci są dziwne, różne, nużące, nie trzymające się kupy, pokręcone i ogólnie ciężko za nimi nadążyć. Ciężko też z wieloma pomysłami się zgodzić. Mi pomaga zaangażowanie, które zazwyczaj przejawiam w postaci powtarzania tego, co Gwiazdy akurat do mnie mówią. Zwłaszcza, gdy nie zgadzam się z rozmówcą, bo z jednej strony poprzez powtórzenie tego, co przed chwilą do mnie powiedział, okazuję mu szacunek, z drugiej pokazuję, że mogę mieć odmienne zdanie. Zasadniczo, aby pokazać, że choć się nie zgadzam, to w pełni Gwiazd wysłuchałam i zrozumiałam, o co im chodzi, powtarzam sedno tego, co powiedziały pytając dodatkowo, czy dobrze zrozumiałam. To trochę rozbraja atmosferę i znakomicie sprawdza się w rozmowach między dorosłymi. Hehe! Ale jednocześnie uczy młode sztuki słuchania i dyskutowania pomimo różnych zapatrywań na sprawę.

Więcej przestrzeni

“Potrzebuję więcej przestrzeni” – kojarzy mi się z amerykańskimi filmami. Osobiście nie znoszę tego nie bezpretensjonalnego, nadużywanego zwrotu. Ale piszę o granicach, a to zmienia postać rzeczy. Bo każdy z nas, niezależnie od wieku, ma swoje granice. I – delikatnie mówiąc – nie lubi, gdy są one przez kogoś naciągane, nadszarpywane i nie szanowane. Chyba najlepszym przykładem jest słynne już i opisywane przez wielu łącznie ze mną TU usilne całowanie dzieci przez ciotki, wujków, dziadków i innych. “Nie lubię pocałunków” – to nie oznaka złego wychowania, choć bardzo dosadnie powiedziane, lecz poziom master asertywności kilkulatka i niekwestionowany powód do dumy rodziców, nawet gdy słychać w głębi korytarza niosący się szept ciotek i dziadków o braku kultury itepe.

Poza granicami fizycznymi czy jak kto woli cielesnymi, mamy też granice emocjonalne. Gdy ludzie mówią lub robią rzeczy, które nas bolą lub wywołują niefajną reakcję naszego organizmu jak na przykład skurcz w brzuchu, granice emocjonalne zostają przekroczone. Uczucia dzieci często mają przełożenie na reakcje ich małych ciałek takie jak choćby ból, dyskomfort. To etap, na którym dziś jestem z moimi Gwiazdami w kwestii supermocy asertywnością zwaną. Dziś ważne jest dla mnie, nauczyć dziewczyny słuchania reakcji ich organizmu. Uczę je, że jeśli w ich ciałach dzieje się coś złego, jest to ważny sygnał. Zastraszanie w szkle jest chyba tego najlepszym przykładem. Z własnego doświadczenia wiem, że dzieci, które potrafią się bronić werbalnie, są mniej dręczone od dzieci, które nic nie mówią bądź reagują emocjonalnie gniewem czy smutkiem.

Ja, ja, ja

Istnieje siła w uczeniu dzieci od najmłodszych lat używania zwrotu “ja”. Bo gdy zaczynasz zdanie od: “czuję…” albo “myślę…”, albo “uważam, że…” czy “nie lubię, gdy…” nikt nie może z tym dyskutować, ponieważ wszyscy mamy prawo do własnych unikalnych uczuć i myśli. Używanie “ja” nie zwalnia z odpowiedzialności, ale też nie krytykuje. Po prostu dzieli się informacjami. Jednak może mieć potężny wpływ na innych. Dlatego JA skupiam się na wykorzystywaniu własnych wypowiedzi jako przykładów w rozmowach z Gwiazdami. Zresztą – im bardziej pracuję nad asertywnym wyrażaniem siebie, tym bardziej prawdopodobne jest, że moje córki nauczą się tej supermocy.

Pokochaj ich “nie”

Na pewno znasz sytuacje, kiedy Twoje dziecko musi powiedzieć stanowcze “nie” w trosce o swoje bezpieczeństwo czy poczucie zwykłego osobistego komfortu. Tak, to jest właśnie ten moment, kiedy możesz mieć mnóstwo sprzecznych myśli. No bo jak to dziecko uczyć mówić “nie”, gdy dzieci powinny zawsze mówić tylko “tak”. Już widzę te komentarze, co ta Miss Brave plecie i do czego rodziców namawia. Ale nikomu tu się nic nie pomyliło. No bo, jeśli nie pozwolimy, by nasze dzieci czasem nam odmówiły (i nie pozwolimy sobie, byśmy uszanowali ich granice), nigdy nie będą w stanie przeciwstawić się swoim rówieśnikom, potencjalnym nadużyciom ze strony przyszłych partnerów, szefów czy innych złych ludzi, którzy będą chcieli nasze dzieci fizycznie i seksualnie wykorzystać. A tego przecież nie chcemy. “Nie” więc nie jest takie złe. Dlatego, kiedy moje Gwiazdy każdego dnia mówią mi, że nie chcą nosić tego albo robić tamtego, albo jeść owego czy iść gdzieś tam, najpierw się w środku gotuję, bo to normalne – w końcu kto lubi, gdy małolat mu się sprzeciwia – ale ostatecznie rozpiera mnie duma. Duma matki wariatki na pozór, a w rzeczywistości taka prawdziwa. Bo ja to szanuję. I ich zdanie szanować będę. Jestem w pełni świadoma, że niejednokrotnie moje dzieci w życiu będą musiały robić to, czego nie chcą albo co je krępuje czy denerwuje. Taki jest świat. Jednak jeśli chcę, by nauczyły się stawiać granice, postępować zgodnie z samymi sobą, wyrażać swoje zdanie, muszę im pozwolić ćwiczyć te umiejętności od najmłodszych lat. Na mnie.

Nauczenie ich kilku prostych nie obraźliwych zwrotów jak “dziękuję, ale nie”, “zastanowię się”, “nie lubię” pomoże im pokonać wiele przeszkód na drodze życia. Więc jeśli moje Gwiazdy dowiedzą się, że szanuję ich osobiste granice, uwierzą i będą oczekiwać poszanowania tych granic od każdego.

Powiedzenie “nie” przy poczęstowaniu pierwszym papierosem, pojechaniu samochodem z pijanym kolegą za kierownicą czy przy przysłowiowym poczęstowaniu cukiereczkiem przez nieznajomego nie będzie dla nich językiem obcym. Nasze dzieci nie będą dzięki temu taką łatwą zdobyczą. Mi pierwszego papierosa zaproponowała dorosła osoba. A ja byłam nauczona posłuszeństwa wobec starszych i nie odmawiania. Dziś cieszę się, że wtedy to był tylko papieros.

By Miss Brave, 20 października 2020

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.