Back to home
PARENTING

Przestań się na nie wydzierać!

Kiedy mózg dostrzega zagrożenie, ciało rozpoczyna walkę lub ucieczkę. Dzieje się tak w przypadku wszystkich – Ciebie, mnie, moich dzieci. Postrzeganie zagrożenia następuje szybko, automatycznie i ogólnie poza świadomością. Ta odpowiedź jest instynktowna, a nie racjonalna, co oznacza, że może mieć niewiele wspólnego z tym, czy coś jest zagrożeniem, czy też nie. Chodzi o sposób, w jaki mózg odbiera to, co się dzieje – a mózg zawsze będzie odbierał krzyk lub jakąkolwiek reakcję, która zawstydza lub umniejsza, jako „zagrożenie”.

Kiedy ciało walczy lub ucieka, mózg myślący (kora przedczołowa) wyłącza się. Kora przedczołowa jest tą częścią mózgu, która może przetwarzać racjonalne informacje, myśleć przez konsekwencje, uczyć się lub planować lepsze sposoby działania następnym razem. Kiedy jest zamknięty, nie ma bata, aby dzieci mogły się czegokolwiek nauczyć. Jeśli zatem uważasz, że krzyk pomoże Twojemu dziecku w nauce ważnych życiowych lekcji, jesteś w błędzie.
W sumie nie jest moją intencją imponowanie komuś naukową wiedzą, bo głównie przemawiam przez pryzmat własnych doświadczeń. Pomyśl o tym przez chwilę. Czy bardziej prawdopodobne jest, że nauczysz się od kogoś, kto na Ciebie krzyczy, albo postara się uświadomić Tobie, jak bardzo jesteś nikim czy od tego, kto powie:

“Ta decyzja, którą podjąłeś, nie była taka dobra, ale wyobrażam sobie, że kiedy ją podejmowałeś, czułeś się w porządku. Następnie: „Rozumiem to. Sam tak się czułem. Jak myślisz, co poszło źle? I wreszcie: „Co może być lepszym rozwiązaniem następnym razem?”. Albo, w razie potrzeby, „Czy jest coś, co mogę zrobić, aby ułatwić ci podjęcie decyzji w przyszłości?”. Albo: ‚Wszystko wydaje się teraz całkiem do góry nogami’. Co możesz zrobić, aby to naprawić?”

Nasze dzieci nie różnią się od nas. Wrzeszczenie, wstyd i upokorzenie to dla dziecka sygnał, by przejść do defensywy, a nie sposób na autorefleksję. Aby dzieci mogły się uczyć, nie możemy im wyłączać kory przedczołowej krzycząc, albo robiąc cokolwiek, co je zawstydza lub upokarza.

Tak, bezdyskusyjnie kochasz swoje dzieci najbardziej na świecie. Ale nie o to chodzi. Miłość to jedno, bliskość to drugie. Bo możesz kochać nie będąc z nimi blisko. Bliskość pomaga nawiązać kontakt w tych najtrudniejszych chwilach, ale wciąż nie upoważnia Cię do krzyku. Fakt, że Ty i Twoje dziecko jesteście blisko, nie oznacza, że mózg jest mniej skłonny dostrzec zagrożenie. Kieruje tym instynkt. Kiedy krzyk lub wstyd pochodzi od ważnego dorosłego człowieka, może sprawić, że dziecko uzna świat za jeszcze bardziej niebezpieczny. I dochodzimy do pułapki rodzicielstwa. Ludzkie dzieci nie są w stanie chronić się przed zagrożeniem. Zamiast tego, rodzą się podłączone do większego, silniejszego dorosłego, który może przyjąć na siebie rolę ochronną – rodzica – opiekuna. W miarę jak dzieci będą rosły, będą powoli przejmować tę rolę, ale rodzic – opiekun zawsze będzie ważną częścią ich bezpiecznego miejsca w świecie. Kiedy dziecko zostanie odłączone od rodzica lub ważnego dorosłego, świat poczuje się bardziej kruchy.

Dlatego Twój związek z dzieckiem jest wszystkim. To Ty masz wprowadzić swoje dziecko w dorosłość w sposób, który pomoże mu rozwinąć żagle. Aby tak się stało, dzieciaki potrzebują od nas poczucia bezpieczeństwa, aby po drodze otworzyć się na nasze wpływy, mądrość i naukę. Muszą też mieć możliwość przerobić ważne lekcje, które odkryją dla siebie poprzez własną refleksję, błędy, porażki. Ja, natomiast, mogę być pomocna w uczynieniu tego procesu i zapewnieniu bezpieczeństwa. Ryzykujemy przerwanie tego procesu  uczenia się na błędach, bo wstyd, bo strach, bo chęć decydowania za nie, co najlepsze.

Dyscyplina nie może polegać na karaniu. Aż sprawdziłam etymologię. Łacińskie pojęcie dyscypliny oznaczało raczej zdobywanie wiedzy i opanowania określonych umiejętności niż karanie. Aby dzieciaki były otwarte na racjonalne informacje, zadawały pytania, zastanawiały się nad swoim zachowaniem i zastanawiały się nad lepszym sposobem postępowania, musi działać kora przedczołowa. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy czują się spokojne, bezpieczne i w bliskim kontakcie z zaufanym dorosłym. Kiedy dziecko poczuje Twoją bliskość, dostanie soczystą dawkę oksytocyny. To ona pozwoli włączyć korę przedczołową. Za każdym razem, gdy jesteś blisko fizycznie, mówisz delikatnie i ciepło, trzymasz je lub dotykasz, jego mózg produkuje oksytocynę. Oksytocyna to hormon, który jest uwalniany, gdy czujemy się blisko i połączeni z naszymi ważnymi ludźmi. Receptory oksytocyny w sytuacji zagrożenia pchną do walki, ale, kiedy dziecko ma poczucie bezpieczeństwa, uspokoją. Kiedy zbliżamy się do naszych dzieci, dajemy im znać, że je widzimy, pożyczamy im nasz „spokój”. Ten spokój umożliwi ponowne włączenie kory przedczołowej.

Ileż to znam ludzi, którzy uważają, że jestem za miękka dla moich dzieci. Bo istnieje społeczne przekonanie, że jeśli nie reaguję ostrym tonem lub surowymi konsekwencjami, jestem słaba lub pobłażliwa albo, że nie uczę dzieci ważnych lekcji. Nie. Po prostu nie i już. Ból emocjonalny nie jest równoznaczny z nauką. Zresztą uważam, że dobre rodzicielstwo nie jest mierzone tym, czego nauczę moje dzieci, ale tym, czego to one się nauczą. Nie chodzi o to, jak mam karać własne dzieci, ale jak sprawić, by się nauczyły. Według mnie jedyna droga biegnie przez nas, rodziców i nasz związek z dzieckiem. Pomysł, że dzieci muszą być ukarane, lub że musimy przejść na drugą stronę barykady i odgrywać srogich, jest śmieszny. Stosowanie kar (krzyczenie, upokarzanie, różne wykluczenia) sprawi, że dzieci będą zachowywały się w pewien sposób, ale będą bardziej motywowane potrzebą trzymania się z dala od kłopotów niż wewnętrznym poczuciem tego, co jest słuszne. Może się to udać na jakiś czas. A co się będzie działo, gdy nas nie będzie w pobliżu? Jeśli zagrożenie negatywnymi konsekwencjami jest mniejsze, jak to wpłynie na podejmowanie przez nich decyzji? Nie kojarzy Ci się to ze spuszczeniem ze smyczy? Jeśli nauczyliśmy ich, że nie dostaną od nas poczucia bezpieczeństwa, gdy coś przeskrobią, nie przyjdą do nas, kiedy stanie się coś naprawdę poważnego.
Jeszcze raz chcę podkreślić, że nie chodzi tu o pobłażliwe rodzicielstwo.
Pozostawanie w kontakcie z naszymi dziećmi i tworzenie środowiska sprzyjającego poczuciu spokoju i bezpieczeństwa nie oznacza „braku granic”. Bezapelacyjnie potrzebują granic. Bo tak działa świat i wszyscy musimy żyć w pewnych granicach zachowań. Jestem zwolenniczką granic. One ułatwiają dzieciom funkcjonowanie.

Mądrzę się, bo chcę coś ważnego przekazać. I nie chodzi tu o idealne rodzicielstwo. Rodzice też są ludźmi. Ja też jestem człowiekiem i wiem, że nie zawsze dobrze postępuję. Tak więc ideę idealnego rodzicielstwa wyrzucam do pierwszego lepszego kosza na śmieci i przechodzę dalej. Pozwalam ujrzeć dzieciom moje niedoskonałości i to, że się waham i nie na wszystko mam odpowiedź. Obnażam się przed nimi. Ale w zgodzie ze sobą, bo to jest ok. No więc nie złamiemy ich, jeśli czasami pokrzyczymy. Dzieci będą uczyć się na naszych błędach, a my na ich. Kiedy się mylimy, mamy okazję być ludźmi, na jakich chcemy je wychować – takich z autorefleksją, pokornych, otwartych na wady, współczujących i chętnych do rozwoju. Kiedy się mylą, mamy cenną okazję, aby lepiej zrozumieć ich intymność – co ich boli, co ich przytłacza. Co najważniejsze, mamy wgląd w to, czego od nas potrzebują.

I wreszcie… Nasze dzieci są tu po to, by się uczyć, a my po to, by je uczyć. Popełnią po drodze wiele błędów. My również. Kiedy widzimy ich błędy jako możliwości kierowania nimi lub jako informacje o tym, czego potrzebują od nas lub od świata, przyczyniamy się do ich wzmocnienia. Będziemy mniej skłonni do brania ich zachowań osobiście i bardziej zdolni dawać im to, czego potrzebują, a czym tak często jesteśmy my – nasze inspiracje, nasze wskazówki, nasze nauki. Mogą się od nas uczyć tylko wtedy, gdy czują się bezpiecznie. Nie zawsze jest to łatwe. Ale w tym wszystkim chodzi chyba o to, by dziecko zwróciło się do Ciebie z najgorszą rzeczą. Pokochaj je z powodu tych wszystkich złych decyzji. Absolutna akceptacja uskrzydla. Będzie to najpotężniejszy, najbardziej uduchowiony, najbardziej sensowny pomysł nauczenia ich lepszego sposobu bycia.

By Miss Brave, 17 września 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.