Back to home
HYDEPARK, PARENTING

Otwórzcie te cholerne szkoły!

Wczoraj jak grom z jasnego nieba spadła na mnie informacja o wielkim prawdopodobieństwie kontynuacji zdalnego nauczania również i po wakacjach. To, że wirus w tym eksperymencie na miarę całego świata, który zafundował nam rząd, bez ładu i składu, bez logiki i z dużym akcentem na osobiste korzyści poszczególnych jego członków, nie opuści nas jeszcze długo i będzie się tak kisił z płaską krzywą jednak wciąż rosnącą, nie mam złudzeń. Że wraz z nastaniem jesieni, po pokwarantannowym spuszczeniu ze smyczy głodnych siebie ludzi, wymieszaniu ich w różnych miejscach publicznych, gdy zrobi się trochę zimniej, a chrychanie i prychanie wróci do standardu, wirus rozgości się na dobre – mam tego 100-procentową świadomość. Jednak pomysł ze szkolnictwem zdalnym to chyba jakiś żart!

Od 09.03 siedzę z dziećmi w domu. I nie byłam tak zrąbana mając 24h / dobę przy sobie niemowlaka, jak jestem teraz przy Gwiazdach lat 5 i 7. Bo niemowlę nakarmiłam, wytuliłam, pozwoliłam na swobodną zabawę sznurkiem, łyżką, klockiem, położyłam spać i miałam święty spokój. Nie musiałam planować zrównoważonego żywienia zbiorowego, zajęć ruchowych, rozrywek intelektualnych, nie musiałam odpowiadać na setki pytań strzelających do mnie w seriach jak karabin maszynowy ani stawać na hejnał w progu na każde “mamooo!” wykrzyczane w taki sposób, że nie wiesz, czy już świat się nie kończy. Skończyłam studia politechniczne. Jestem architektem, bo tak sobie kiedyś wymarzyłam. Nie marzyłam nigdy o byciu nauczycielem ani animatorem dzieci. Dlaczego więc, do cholery, ktoś chce mnie ubrać w rolę, którą w pełni świadomie i odpowiedzialnie postanowiłam komuś oddelegować? Nie godzę się. Na żadnego rodzaju przekwalifikowanie.

W moim skromnym mniemaniu, pomimo wszystko, nie czuję się dobrze w roli działającej pro bono opiekunki do dzieci, kucharki, sprzątaczki. Zdecydowałam kiedyś, że poślę dzieci do żłobka, potem do przedszkola, by poza wielką do nich miłością dać sobie możliwość i przestrzeń na realizację. Dajcie mi realizować się w swoim zawodzie. Bo to, co teraz ma miejsce jest udupieniem tysięcy kobiet w domach pod jakże wygodną przykrywką wirusa. O tym, czy będę z dziećmi w domu, czy będę pomykała w szpilkach na spotkania z klientami, chcę zdecydować sama. Nikt nie ma prawa mi tego narzucić. Nikt! Chcę mieć wybór!

Wybór taki, jaki mają wszyscy w obliczu otwartych centrów handlowych, kin, teatrów, restauracji, wesel, mszy, procesji i wyjazdów wakacyjnych. I to ja chcę zdecydować, czy z tego skorzystać, czy nie. Ja chcę podjąć decyzję, czy to jest bezpieczne dla mojej rodziny czy nie. Wara od tego innym!

Nie igram z pandemią. Jeśli czytaliście moje posty na jej temat, choćby TU czy TUTAJ oraz TAM, to wiecie, że jestem ostrożna, że mam swoje zdanie odmienne od rządowej żonglerki zdrowiem i życiem ludzi opartej na jednostronnej korzyści. Nie snuję z dupy teorii spiskowych jakoby ktoś miał nas nabijać w butelkę. Mój ojciec chrzestny, Włoch z północy na pytanie ilu jego znajomych zmarło z powodu koronawirusa autentycznie zatkał mnie wymieniając mnóstwo ludzi. Słowo stało się ciałem. Niestety martwym. Więc jestem daleka od teorii, że pandemia jest wymysłem i manipulacją. Jednak niech walka z nią ma ręce i nogi. Nie da się wyjść z niej bez szwanku, ale czy tak ciężko jest zastanowić się nad zminimalizowaniem strat? Zamknijcie matki w domach. Niech od wczesnych godzin porannych zaraz po podaniu śniadanka i posprzątaniu po nim drukują karty pracy dzieciom. Niech siedzą potem z pociechami i czytają polecenia, tłumaczą, nadzorują ich wykonanie częścią siebie, bo przecież jest jeszcze wymagające rodzeństwo uczniaka oraz obiad, co się sam nie zrobi, pranie, podłoga, co się już lepi i takie tam. Nie wspomnę o pracy zawodowej tych kobiet, która powinna kiedyś zostać wykonana, nie utracona z powodu domowego nauczania. A jeśli tak, to może zaproponuję ZUS dla tych matek i wynagrodzenie w postaci etatu nauczycielskiego, skoro pracują z dziećmi w domu? Bo osobiście nie pojmuję tego, że zamiast chronić najbardziej zagrożone, najstarsze osoby, zamykamy w domach dzieci i ich matki. Wszyscy starsi nie muszą, ale mogą chodzić na zakupy, do kościoła, do teatrów, na wiece. Nikt im tego nie zabrania. Dlaczego więc dzieci – osobniki spoza grupy ryzyka – nie mają tego wyboru? Nie mają opcji, że mogą. Najlepszym przykładem korzystania z wolnego wyboru jest państwowe przedszkole moich Gwiazd. Rodzice mieli zadeklarować uczęszczanie dzieci. Według rozporządzenia ma być po 12 dzieci na grupę. Myślicie, że rodzice biją się o tę szczęśliwą dwunastkę? Że jest obłożenie 100%? No nie. Przedszkole daje możliwość wzięcia pod opiekę dzieci, ale decydujący głos należy do rodziców. I tak to powinno wyglądać. Ze względu na moją chorobę i podwyższone ryzyko, nie wiem, czy poślę we wrześniu Zet do przedszkola, Nel do szkoły. Nie wiem… Wcześniej planuję zrobić badania na przeciwciała. Jednak chcę wiedzieć, że jeśli się zdecyduję, będę miała taką możliwość. Matki muszą być aktywne zawodowo. Muszą żyć swoim życiem, nie tylko życiem swoich dzieci stojących obok dosłownie na każdym kroku. Dzieci zaś muszą mieć kontakt z innymi dziećmi. Muszą się pobawić po swojemu, pokłócić, pobić. Inaczej z rodzicielskiej bliskości zrodzą się toksyczne relacje.

W Norwegii na samym początku odmrażania gospodarki otwarto przedszkola i szkoły, by rodzice mogli wrócić normalnie do pracy. Dla mnie to jest logika. W naszym kraju-raju, jak zwykle wszystko jej wbrew…

By Miss Brave, 18 czerwca 2020

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.