Back to home
LIFESTYLE

On to zrobił

Wczoraj byłam z eM na wręczeniu uprawnień. Stwierdziłam, że a co, pójdę z nim i zobaczę, jak to dziś się odbywa. Kiedy 10 lat  temu (oezu – było dawno, a wciąż na myśl o wkuwaniu paragrafów przechodzi mnie dreszcz) robiłam uprawnienia, nie było ani imprezki, ani uścisku dłoni prezesa. Dokument po zawiadomieniu poleconym czekał w Izbie, gdzie poświadczając przy nie za miłej  sekretarze odbiór stałam się właścicielką przepustki do nowego wspaniałego świata. Niestety już na samym początku świat ten okazał się niezbyt przychylny, bo ważny dokument miał błędy w treści. Musiał zostać zwrócony, na jego miejsce nowy wydany na drodze uchwały z kolejnego zjazdu wszystkich świętych, a ja musiałam się wstrzymać z podpisywaniem projektów życia jeszcze na jakiś czas  – oczywiście z niczyjej winy, jak to w biurokracji bywa. Tak więc wczorajsza uroczystość zaintrygowała mnie swoją wzniosłą formą na tyle, by się z eM na niej pojawić. EM sam podchodził z dużym dystansem do ceremonii jako, że ma dość jasno sprecyzowane zdanie na temat drogi nadawania uprawnień budowlanych. Przede wszystkim – jak argumentuje – przez całe pomagisterskie życie, a więc 20 lat uprawnienia nie były mu potrzebne. Posiadł stosowną wiedzę i doświadczenie – może nawet większe niż niejedna osoba z dodatkowym papierkiem – pozwalające mu projektować i zajmować dobre stanowiska w pracach. Czego chcieć więcej, skoro zawsze płynął sobie przez życie zawodowe kilka centymetrów nad ziemią. Ale szef coś tam poburczał i zaszło słońce nad głową eM. Papier trzeba mieć i już. A idea egzaminu z dupy – nauczenie się na blachę przepisów, milionów cyferek określających odległości, wysokości, powierzchnie, średnice, promienie etc. Bzdura. powiedzmy sobie szczerze – nauka tego typu bzdetów niczego – poza strachem, że się czegoś zapomni, coś pomyli – nie wnosi, nie pokazuje, jak rozwiązywać problemy. Jak mawiał mój pan od fizyki w Batorym zasada 3Z: zakuć, zaliczyć zapomnieć. Masakra. No więc psioczył ten mój eM, posiwiał chyba nawet trochę, no bo 40-ka na karku, a tu trzeba sobie narzucić szkolną rutynę i zgłębiać tajemną wiedzę, oderwać się od spraw domowych, pracowych, tatowych, towarzyskich. oczyścić umysł, co już dawno odwykł od nauki i wzbić się na wyżyny przyjęcia wiedzy zawartej w tomach ustaw i rozporządzeń. Wspierałam, jak mogłam. Reszta to już na jego barkach spoczywała. Ale zdał. I teraz kroczyliśmy jak równy z równym na tę imprezkę w środku dnia, co to wręczeniem uprawnień się nazywała.
W sali konferencyjnej zastaliśmy szanowną komisję egzaminacyjną, której co poniektórzy członkowie byli naszymi wykładowcami na uczelni oraz tłum szczęśliwców. Same młode buźki. Uśmiechy pełne optymizmu i dziewiczego zapału do tworzenia, pełne ideałów. I taka myśl mi przez głowę przeszła, czy ja już mam w sobie tyle blazy, że tak to widzę? Zajęliśmy miejsca wśród rozentuzjazmowanej młodzieży, pokomentowaliśmy – jak to my – wydarzenie i rozpoczęło się przemówienie przewodniczącego. Poczułam się, jak  na początku studiów – infantylna gadka o świetlanej przyszłości, o spektrum możliwości, o otwartych drzwiach, o randze uprawnień, właściwym i rozważnym z nich korzystaniu i odpowiedzialności z tego płynącej. No, kurde, naprawdę? Jeszcze mi pogrożenia polcem zabrakło do kompletu. Tatusiowe kazanie wydało mi się żenujące. Potem czas był dla pani – chyba wiceprzewodniczącej. Już nie ostrzegała, ale skupiła się na powierzchownych zaletach zawodu, bo podobno architekt to bardzo seksowny zawód wykonywany przez mężczyzn o mózgach, których lewe i prawe półkule wykazują niespotykaną u samców współpracę oraz piękne, mądre kobiety, które globalnie stanowią liczniejszą grupę niż ich koledzy po fachu. Że wciąż każdy ma szansę na stanie się sławnym i na swojego Pritzkera. No i pięknie, ale tu łyżka dziegciu ode mnie, bo to żadna nowość, że mężczyźni przestają licznie reprezentować wszystkie te dziedziny, gdzie zarobki spadają, a luka po nich zostaje z automatu wypełniona płcią piękną, więc co tu piać – nie wiem. A co do ideologicznego projektowania i pielęgnowania drogi do sławy, to na przeszkodzie staje proza życia – rodzina, dzieci, zobowiązania, kredyty. Trzeba coś do garnka włożyć. No, więc jeśli ktoś miał jeszcze jakieś złudzenia, to chce się tylko rzec: “welcome to a real world” i postawić kropkę.
Ale dobijając do brzegu – imprezkę po otrzymaniu stosownego papieru zostawiliśmy na pierwszym piętrze, a my bogatsi o dwa wykłady o życiu i kartkę A4 pognaliśmy po zakupy do Lidla i po dzieci do przedszkola odkładając projektowanie zapewniające byt na późne godziny nocne.
By Miss Brave, 24 stycznia 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.