Back to home
LIFESTYLE

Nie ucz świni tańczyć

Serce ci wali z całej siły. Żołądek skręca się w niepojęty sposób. Co to takiego? I nagle sobie uświadamiasz, że jesteś zakochany. “Chyba spotkałem miłość swojego życia!” – chcesz krzyczeć na całe gardło. A wszystko się tak szybko zadziało. Emocje galopują. Zauroczenie. Mijają kolejne tygodnie, a ty się zaczynasz zastanawiać, co w ogóle sobie myślałeś. Co cię podkusiło? Na co to wszystko było? Przecież to bez sensu.

Statystycznie rzecz biorąc 50% zawieranych małżeństw się rozpada po 10, 20 lub 30 latach. Dlaczego? Przecież kiedyś było super. Niedawno przerabiałam zakończenie związku mojego przyjaciela. Prawie 10 lat razem. Z dzióbków sobie jedli. Wszędzie razem, a my z nimi. I nie wyszło, bo ona chciała, żeby on stał się inną osobą niż był. Liczyła, że uda jej się go zmienić. I z takim zamiarem go poślubiła, a pamiętam naszą emocjonalną dyskusję na temat ślubu, kiedy to cały czas próbowałam się dowiedzieć, na co im to. Tak długo jak trzepotały skrzydłami motyle w brzuchu, było im ze sobą dobrze. Imprezy, wyjazdy, znajomi, koncerty… Ale proza życia i podejście do problemów, z którymi każdej parze wcześniej czy później przyjdzie się zmierzyć, zweryfikowały ich związek. Moja kumpela – muzyk – odeszła od swojego męża kończąc kilkanaście lat małżeństwa, bo on chciał mieć babę w domu, a ona realizowała się artystycznie i kochała to, co robiła. Gdzieś tam dawno temu, ona się w nim zakochała i w przypływie emocji poświęciła swoje ambicje dla rodziny, jednak pewnego dnia uświadomiła sobie, że to nie jest to, czego w życiu pragnie i postanowiła odejść. Kurde, mam takich historii na pęczki. Jest super, a potem wszystko szlag trafia i tyle. Dziękujemy. Do widzenia. Pozamiatane.

Kiedy spotykam się z koleżankami wkurza mnie zawsze moment, gdy rozmowy schodzą na facetów. Po pierwsze co to jest, by obrabiać tyłki swoim facetom, gdy ich z nami nie ma? Po drugie zamiast gadać koleżankom na mężów, partnerów, chłopaków, idźcie i powiedzcie im to samo prosto w twarz, że nie lubicie tego, że chciałybyście to, że denerwuje was, gdy… I wszystkie inne takie. I nie to, że chcę tak bardzo być być lojalna wobec was – kochani mężczyźni – ale wkurza mnie to modne narzekanie, na – bądź co bądź – wybranków i to dobrowolnych, nie z przymusu. Ale dobra, temat facetów, jak świat stary i tak zawsze wraca. Po ostrej krytyce własnych przychodzi czas na kwitowanie, że nie ma już wolnych fajnych “egzemplarzy” i że te, co zostały, to patologia w szerokim spektrum lub syndrom Piotrusia Pana, co to nie chcą wydorośleć, nie chcą mieć żony ani dzieci. A one, te znajome poznawszy takiego Piotrusia Pana wkładają całą swoją energię, żeby go zmienić na swoją uznaną za jedyną w tym świecie obowiązującą modłę. A ja mam zasadniczą uwagę i często ją werbalizuję narażając się na bezpośrednią niechęć damskiego towarzystwa, a brzmi on następująco: po co chcecie zmieniać ludzi, którzy są szczęśliwi takimi, jakimi są? Może ktoś bezdzietny cieszy się w uroków życia bez ogonka potomstwa za sobą? Może ktoś nieustatkowany lubi życie bez deklaracji matrymonialnych? A może właśnie szuka oddanej rodzinie kobiety, a nie ambitnej dziewczyny ze swoim planem na życie? Więc to ty masz problem z doborem partnerów, a nie oni ze sobą. Na siłę próbujesz ich zmieniać i ignorujesz to, kim są i jacy są. Wcześniej czy później to dupnie, bo jak długo można nie być sobą i jak długo można pomijać swoje potrzeby… A laski wciąż narzekają, że nie mogą znaleźć księcia na białym koniu. Tymczasem po prostu umawiają się z niewłaściwymi facetami – żonatymi, oszustami, draniami, Piotrusiami Panami. Wiążą się z nimi i po kilku latach okazuje się, że to nie to. I historia zatacza koło.

Bo schemat zawsze pozostanie ten sam. Najpierw mamy zauroczenie. Jest pięknie i namiętnie. Zaraz potem zapala się pierwsza czerwona lampka, że ta druga osoba nie do końca ci odpowiada, ale idziesz dalej. ignorujesz tę lampkę. Przecież wszystko się ułoży i jakoś to będzie. Prawda? Przychodzi potem moment, gdy głos zabierają przyjaciele i rodzina. Hehe i tak się jakoś składa, że zazwyczaj mają odmienne od ciebie zdanie na temat wybranka. Ale ty dalej w zaparte. Jesteś w stanie stoczyć najkrwawszą bitwę z każdym, kto skrytykuje twoje decyzje. I kolejne czerwone światełka się pojawiają. W zasadzie otacza cię wszechobecna czerwień, ale dalej tłumaczysz sobie, że wystarczy nad niedoskonałościami popracować, oszlifować diament, a będzie świecił jaśniej. Wiara daje siłę, ale znów pojawia się interwencja bliskich, a może już i twoje uświadomienie. I klops. Rozpacz, bo czar prysł. A można było zaoszczędzić tyle energii, czasu, łez, gdyby tylko posłuchać ludzi w koło. Gdyby…

Czemu powtarzasz ten schemat? Miłość rządzi mózgiem. Z naukowego punktu widzenia, zauroczenie pokonuje wysiłki twojego płata czołowego. Za pomocą narkotycznej mikstury wydzielanych związków, jesteś jak na haju. Nie ma tu miejsca na racjonalizację. To szaleństwo. Ta sama część mózgu, która kontroluje uzależnienia, jest odpowiedzialna za miłość, której ewolucyjną kulminacją ma być w końcu prokreacja. Natura to wszystko zaplanowała. A natury nie oszukasz. Jednak wiedząc to, możesz być czujna, lepiej się sobie przyjrzeć i poznać. Może osłabiony, ale wciąż masz mózg. Zauroczona? God bless you! Baw się dobrze, ale na miłość boską, naćpana nie podejmuj kluczowych decyzji. Mam nadzieję, że stać cię – mimo wszechobecnej euforii – na nagą szczerość wobec samej siebie. Zastanów się chwilę, kogo szukasz. Czy to aby na pewno ta osoba, czy do twojego ideału trzeba będzie ją dostosować i jakim kosztem? Posłuchaj czasem bliskich – oni patrzą z innej perspektywy. Nikt nie każe ci żyć według ich zaleceń – sama idę pod prąd – ale cenię głos innych. W sprawach partnerów na resztę życia może warto jednak poświęcić chwilę na refleksję, skąd się bierze u bliskich odmienne zdanie od twojego. Ślepego, własnego. I powtarzaj sobie słowa Marka Twaina: “Nigdy nie ucz świni tańczyć. To strata czasu i do tego denerwuje świnię”.

Wierzę w prawdziwą miłość. Jest dla mnie najcenniejszą wartością na świecie. Wierzę też, że można w życiu natrafić na Yang do swojego Yin. Trzeba tylko bardziej wierzyć chłodnej analizie niż wrzeniu samych uczuć i pozwolić mózgowi zabrać głos rozsądku.

By Miss Brave, 1 kwietnia 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.