Back to home
HYDEPARK, LIFESTYLE

Nie testujcie mnie

Luzujemy się. Od poniedziałku możemy zrobić się na bóstwo: obciąć włosy, co to już własnym życiem zaczęły żyć wypuszczając tu i tam dzikie pędy, pomalować odrosty większe niż pozostała część z farbą, zafundować sobie hybrydę bez obawy, że znów zabraknie kogoś do jej ściągnięcia i zacznie płatami sama odłazić pozostawiając ślad po sobie to na kanapie, to na dywanie. Możemy też odwiedzić knajpy wszelakie, najeść się tego wszystkiego, czego sami nie ugotujemy. Niby jest ok. Powinniśmy się cieszyć, że w końcu coś drgnęło w kwestii pozamykania nas w domu na długie tygodnie w obawie przed nadwyrężeniem nieudolnego systemu opieki medycznej. Zdawałoby się, że swój koszt każdy poniósł, a i państwo wspomógł. Hurra! Otwierają knajpy! Tylko, czy możemy czuć się bezpiecznie?

Decyzje Towarzystwa Wzajemnej Adoracji wskazują na to, że tak. Statystyki zachorowań mówią zupełnie coś innego. A w ślad za nimi podążają epidemiolodzy. Nie wykazują hura-optymizmu rodem z konferencji prasowych rządu. Bo kto z tych rządowych populistów zagwarantuje, że znana już wszystkim powszechnie krzywa, co poniektórym po nocach się śni, nie poszybuje znów w górę wskazując oderwany od reguły algorytmu kolejny pik. I puk!

Na pytanie, czy możemy czuć się bezpieczni, resort zdrowia nabiera wody w usta. Jak zwykle zostajemy z tym sami. Aż grzech nie skorzystać z knajp czy salonów piękności i to już nawet nie dla niczym niepohamowanej potrzeby, lecz dla samej odmiany w naszych nudnych życiach pozamykanych w “m”. Zarzucić środki ostrożności i zaszaleć na zakupach. Wymięknąć przy dzieciach i pozwolić im na spotkanie z rówieśnikami, bo przecież od suszenia głów o wspólnych zabawach, niejeden rodzic już kapituluje. I przestać się w końcu wymądrzać przed gówniarstwem, że trzeba rękawiczki, maseczki, skoro sami mamy coraz większe wątpliwości, czy aby na pewno to potrzebne.

Gdy włączam TV widzę polityków-celebrytów, polityków-showmanów, polityków-populistów. Brak im racjonalnych argumentów podczas, gdy chciałabym, by informacje na temat covidu były oparte na przesłankach naukowych, a nie korzyściach wizerunkowych ministra i wianuszka jego vice. Wizerunek rzecz ważna, ale w czasie epidemii, lud konkretów szuka, nie zagrań PR-owskich. Choć i te coraz bardziej na nic się zdają po zaliczeniu totalnego upadku ludzkiej przyzwoitości u szefa resortu zdrowia. A upadek ten nastał w momencie zagłosowania Wielkiego Szu za odrzuceniem jak najczęstszego testowania personelu medycznego, co – przypomnę – jest kluczem do walki z wirusem. I jakie rozczarowanie środowiska, gdy okazało się, że minister zdrowia przestał być jednym z nich, a zadeklarował się funkcjonariuszem rządowym realizującym plan wodza. Cóż za paradoks, że badań odmówił medykom, za to sprezentował górnikom. Fakt, lekarz czy pielęgniarka od łóżek chorych nie odejdą, by strajkować, za to górnicy byli w blokach startowych wraz ze swoją nadprodukcją węgla na szturm na Warszawę. Trzeba było ich udobruchać. Nie? Tzw. siła perswazji. Łahaha! I spadła maska Szumowskiego. I jeśli był ktoś, kto jeszcze jego wcześniejsze zachowanie mógł usprawiedliwić pięknymi czynami za młodu, gdy to umierającym bezdomnym starał się godną śmierć zorganizować, a na dowód współpracy z Matką Teresą do zdjęć pozował, to w tym momencie powinien w nim konkretny zwrot nastąpić. Czy jest jeszcze ktoś, kto się łudzi, że zatrważająco mała ilość testów ma jakiś inny cel niż demonstracja “spójrz, jak sobie dobrze radzimy, jacy jesteśmy zajebiści”?

I cały czas zastanawiam się, kiedy rząd robił mnie w bambuko. Zamknęli kraj i nas w domach, gdy przyrost osób zakażonych był w ilości kilku dziennie, a teraz, gdy te liczby urosły do 300 w porywach do 600, otwiera centra handlowe, knajpy, pozwala ludziom mieszkać w hotelach. Czy ktoś powie, o co w tym wszystkim chodzi, skoro żaden ekspert ani autorytet za tym nie stoi, a twarzą walki z epidemią są te smętne gęby ministra i premiera? Bo ja wiem, o co chodzi, gdy nie wiadomo o co. Dla mnie rząd, który nie chowa się do drugiego rzędu za autorytetami z dziedziny nauki i medycyny, gdy nawet Trumpa na to stać, to kpina. Istne targowisko próżności. Boją się usunąć na dalszy plan w obawie, że już nigdy do grania pierwszych skrzypiec nie powrócą. Odkręcanie dokręconej przez rząd śruby dla mnie jest zwykłym kręceniem – wodzeniem za nos bez racjonalnych argumentów i kręceniem lodów – od maseczek do odmrażanych branż. Postraszyli wszystkich tylko po to , by w lęku obywateli ujrzeć szansę na własne interesy. Żenua.

Wszystkie pisane na pniach wyciętych drzew dekrety aka rozporządzenia to twórczość w oparach absurdu. Każdy nowy bardziej niedorzeczny: chodzenie par po ulicy w odległości 2 metrów od siebie, gdy sypiają ze sobą. Albo, że 17-latek nie może wyjść sam, tylko z opiekunem. I totalny zakaz korzystania z bulwarów, deptaków i terenów zielonych od skwerów aż po las. A potem fala absurdalnego postępowania policji z całą masą nadinterpretacji i zachowań typu świętszy od papieża. No i wysokość kar za np. zerwanego ze smyczy psa, którego udało się złapać na objętych wyłączeniem bulwarach, albo za korzystanie z roweru jako środka transportu w celu dotarcia do pracy. Nieproporcjonalne, nieracjonalne i niekonstytucyjne. Tu też nie wiadomo, o co chodzi, więc chodzi o 13 milionów, które wpłynęło tym sprytnym sposobem do budżetu.

Maseczek nie nosić, maseczki nosić. Żadnych wakacji nie planować, można już wyjeżdżać. Nie wolno spacerować, można odwiedzać parki i lasy. Trudno się połapać. Kto za tym nadąży. Tylko, że to nie o trendy w modzie na sezon wiosna/lato 2020 chodzi, a o nasze dobro i zdrowie. Nie interesują mnie gruszki na wierzbie tak chętnie obiecywane przez rozpolitykowanych sztywniaków. Moje zdrowie i bezpieczeństwo to nie konkurs, w którym każda pliszka swój ogonek chwali. Domagam się uzasadnienia, dlaczego coś, co było niedozwolone staje się z dnia na dzień dozwolone, bo na wróżenie z fusów nabrać się nie dam. Na znaki na niebie tym bardziej. Chcę mieć prawdziwe dane dające podstawę, żebym sama mogła zdecydować o tym, co najlepsze dla mnie i dla dzieci.

Oczywiście, że tęsknie za ludźmi, że najchętniej każdemu napotkanemu człowiekowi powiesiłabym się na szyję, potem ucałowała, podotykała. Że chciałabym powłóczyć się po Warszawie za dnia i nocą, poodwiedzać jej knajpy i bary. I do teatru bym poszła, i do kina i na koncert. Marzę o tym. Wszyscy mamy już dosyć. Wystarczy się rozejrzeć wokoło na ulicach, jak inni noszą maseczki: na czole, na brodzie, dyndające na jednym uchu w pogotowiu albo i wcale. To chyba najlepiej obrazuje nastroje społeczne. Ale mam i instynkt samozachowawczy, zdrowy rozsądek i umiejętność myślenia krytycznego, które to nie do końca są przekonane, że na powrót do normalności właśnie nastał już czas.

I sory panowie od niezakupionych od Unii maseczek w lutym, od maseczek zdobytych od instruktora narciarskiego spod Giewontu, maseczek bez atestów ściągniętych wielką latającą krową z Chin, maseczek, co miały być noszone przez 2 lata, gdy jeszcze ich bublowatość nie wypłynęłą, a teraz, gdy prawda o nich wyszła na jaw, to zaraz je zdejmiemy, nie jesteście dla mnie żadnym autorytetem w kwestii luzowania obostrzeń. Nie życzę też sobie, by Towarzystwo Wzajemnej Adoracji na moim własnym ciele testowało, eksperymentowało politykę i kolejne kroki, które są totalnie oderwane od rzetelnych przesłanek medycznych. Nie chcę brać udziału w eksperymencie, badającym skutki polityczne i ekonomiczne luzowania zakazów, gdy zdrowotne i zdroworozsądkowe nakazują pozostanie w domach. Jak mam ufać człowiekowi, który posługuje się logiką “jesteśmy na etapie między wygaszaniem a wchodzeniem w trend wzrostowy”, Czy oni naprawdę naiwnie wierzą, że nikt ich nie słucha ze zrozumieniem?

Może jestem wariatką, ale wierzę w rozsądek ludzi, w myślenie krytyczne, i w ich instynkt samozachowawczy. Ludzie sami nie czekając na testy zamykali się w domach podejrzewając chorobę. Przy luzowaniu obostrzeń nie polecieli w owczym pędzie do galerii handlowych. Do przedszkoli wróciła śladowa ilość dzieci, których rodzice mają nóż na gardle. Ludzie sami sobie regulują życie i normalność. Nie ufając władzy, co jest słabe w walce z epidemią. I jeszcze słabsze, jeśli wróci do nas drugą falą i gdy będziemy mieć totalnie w dupie próby nas dyscyplinowania.

By Miss Brave, 22 maja 2020

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.