Back to home
PARENTING

Nie porównuj

W niedzielę pod zdjęciem moich dwóch Gwiazd na Instagramie napisałam post o jednej z przyczyn konfliktów między rodzeństwem. Miał to być krótki wpis. Jednak wykorzystałam cały przydział ilościowy znaków, którymi zaszczyca Instagram i wciąż czuję niedosyt. Dlatego postanowiłam temat bardziej zgłębić na moim blogu.

Zacznę od tak samo zadanego pytania: Czy wiecie, jak my, dorośli, przykładamy się do rywalizacji między rodzeństwem?

Porównujemy!

I chyba zgodzisz się z tezą, że porównywanie zdecydowanie podsyca współzawodnictwo.

A teraz mam taką małą zabawę. Czytając poniższe zdania, pomyśl, że są one skierowane bezpośrednio do Ciebie:

  • “Haniu, ty nigdy nie dorównasz Helenie w nauce. Uczysz się, uczysz, a i tak nie dostajesz tak dobrych ocen jak ona.”

  • “Dlaczego zawsze zostawiasz wszystko na ostatnią chwilę? Spójrz na brata, jak potrafi się wcześniej zorganizować.”

  • “Popatrz w lustro – jesz jak fleja. Twoja siostra nigdy nie brudzi się przy jedzeniu. A ty nie dość, że cała twarz, to jeszcze ubranie.”

Jak się czujesz? Jaka byłaby Twoja reakcja na te słowa? Bo ja Helenę nazwałabym piep*…onym kujonem, bratu, co ma swoje rzeczy nienagannie przygotowane, wszystko bym rozrzuciła, a schludną siostrę przy stole oblała lepkim sokiem. Gdybym tylko mogła na chwilę stać się dzieckiem… Dałabym dorosłym popalić. Odnośnie jednak uczuć, to już mniej to zabawnie wygląda, bo w porównaniu z Heleną zrobiłoby mi się przykro, że ktoś we mnie nie wierzy, że pomimo starań, nie mam takich spektakularnych osiągnięć w nauce jak siostra. A skoro nawet najbliżsi we mnie nie wierzą, to po co mam się starać. Jeśli nie mogę być najlepsza z najlepszych, zawsze mogę być najlepsza z najgorszych. Gdybym natomiast miała takiego poukładanego i pragmatycznego brata, no cóż, on jest zorganizowany, ja nie. Nigdy nie będę taka jak on, więc co się będę wysilać. Co bym nie zrobiła, już zawsze będę bałaganiarą w oczach najbliższych. Co do siostry – potrafi być taka czyściutka, ładniutka i zadbana. Nic dziwnego, że podoba się wszystkim bardziej niż ja. Ja nikomu się nie podobam. Kto by się chciał kolegować z takim flejtuchem.

Bunt, złość, rezygnacja i podcięte skrzydła – to w skrócie obraz emocji płynących ze zdań powyżej. Bo dzieci, które tak strasznie pragną się przypodobać i tak bardzo zabiegają o naszą akceptację, gdy nie są w stanie sprostać oczekiwaniom i wyróżnić się pozytywnym zachowaniem, wyróżniają się negatywnie. Jest cała rzesza dzieciaków, które nie mają ochoty walczyć, a tego typu komunikaty ze strony dorosłych sprawiają tylko, że w konfrontacji z rodzeństwem czy rówieśnikami się poddają.
Jestem przekonana, że większość z Was takiego wychowania opartego na porównywaniu doświadczyła. Że przytoczone uczucia ani wysiłki bycia tak wspaniałym jak siostra czy brat nie są Ci obce. I – popraw mnie, jeśli się mylę – ale uważam, że wcale nie sięgam po jakieś skrajności. Porównywanie zagnieździło się w naszym metodach wychowawczych. I często nikogo nie oburza. Bo tak byli wychowani nasi dziadkowie i rodzice i jakoś wyszli na ludzi. Jakoś…

Dziecko stawiane w niekorzystnym świetle, ma prawo złożyć broń i się najzwyczajniej poddać. Niekażdy musi znaleźć w sobie motywację do zmian na lepsze. Stawianie jednego dziecka za wzór nawet ten pozornie pozytywny, bez wytykania wad, sprawi, że to drugie poczuje się gorzej. Pierwsze natomiast, to wzorowe, może się znaleźć dodatkowo pod presją oczekiwań rodziców z pełnym spektrum frustracji w przypadku porażki niesprostania.

Ktoś może powiedzieć, że porównywanie jest ok, bo to jakby rodzaj motywacji. Że dodaje wiary we własne możliwości. Ale w rzeczywistości zmusza do rywalizacji z rodzeństwem. Na początku. Potem najzwyczajniej z każdym człowiekiem. Jak można w dorosłym życiu być szczęśliwym, porównując się cały czas z kimś innym? No, nie da się. Prawda jest taka, że zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie robił coś lepiej od nas. I co wtedy? Załamanie nerwowe? Zgorzkniały żywot? Bo chyba nie o to w tym chodzi. Kiedyś w korporacjach oraz w szkołach przeprowadzono na ten temat badania. Okazało się, że w okresach nasilonej rywalizacji (egzaminy, konkursy, projekty, granty) u pracowników i uczniów pojawiają się często objawy chorobowe takie jak bóle głowy, brzucha, pleców, a sami ludzie stają się bardziej nerwowi, podejrzliwi i wrogo do siebie nastawieni. Czy tego chcesz u swoich dzieci?

Jestem zdania, że dzieci same wnoszą do swoich relacji dużo współzawodnictwa. Walczą o względy rodziców, o każdą minutę indywidualnie poświęconego czasu, o przytulasy, miejsce przy mamie na kanapie, większą porcję lodów, choć dokonałaś wszelkich starań i z aptekarską precyzją wiemierzyłaś, by było po równo miłości i słodyczy. Dlatego nie porównuję. Po co mam zaostrzyć konflikt, który i tak jest nieunikniony.

Chcę, by moje Gwiazdy same potrafiły decydować o sobie i miały świadomość, kiedy są wystarczająco w czymś dobre. Bez zbędnego oglądania się na inne osoby. Nie chcę, by były takie jak ktoś, jak na przykład siostra. Nie chcę, by rosły w przekonaniu, że tylko wtedy mogą być lepsze, zaskarbić miłość i uznanie rodziców, spełnić ich oczekiwania, gdy będą postępować, jak inni. Przecież nie o to w życiu chodzi.

Porównywanie to patrzenie na jednostkę przez pryzmat kogoś innego. A każde dziecko jest przecież inne. Jest jednostką samą w sobie. Jest indywidualne. A ta inność to dzieci wielka wartość. I to jest piękne. Rodzą się inne. Rosną inaczej, inaczej wyglądają. To tylko cechy zewnętrzne. Dlaczego więc nie uznać ich inności wewnętrznej?

Ja wiem, że w sytuacjach trudnych porównywanie to taka droga na skróty. Pokazujemy przykład, który jest na wyciągnięcie ręki: zobacz, jaka twoja siostra jest grzeczna, a ty?.” Co mamy w efekcie? Wzmocnienie rywalizacji. Sami prowokujemy konflikt rodzeństwa. Dziecko, które wypada gorzej przy porównywaniu, zachowa sobie swoją łatkę, by stała się ona jego wymówką. No bo, po co ma się zachowywać dobrze, skoro i tak jest tą gorszą wersją? I z motywacji robi się demotywacja.

Co ja robię? Traktuję Gwiazdy indywidualnie. Skoro jedna jest Zuza, a druga Nel, to w rozmowie o zachowaniu zwracam się bezpośrednio albo do Zuzy albo do Nel, bez włączania osób trzecich. Tak podkreślam ich indywidualność i daję przestrzeń na przemyślenie postępowania bez koncentrowania się na tym, kto jest lepszy, kto gorszy. Mówię im – każdej z osobna – wprost, o co mi chodzi i czego od jednej czy drugiej chcę, a co mi się nie podoba, bez odwoływania się do przykładu siostry. Choć to łatwo się czyta i rozumie, jest to cholernie trudne, by powstrzymać się od porównywania. I ciężko od razu o postawę “nigdy więcej”. Ale warto próbować i się kontrolować.

By Miss Brave, 3 sierpnia 2020

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.