Back to home
LIFESTYLE

Nie boję się być sama

Tak wiele kobiet pozostaje w złych, w toksycznych związkach, ponieważ boją się być same i boją się krytyki innych za decyzje, które podejmą. Prawda jest taka, że bycie samotnym nie jest przerażające, nie jest też czymś, czego należy się wstydzić. To siła.
Jeszcze kilka lat temu bałam się samotności jak diabeł święconej wody. I nie chodziło w tym wszystkim o to, czy i jak sobie poradzę, czy będę w stanie utrzymać rodzinę. Wychowana zostałam przez samotną – nie z wyboru lecz z zrządzenia losu – matkę. Wiedziałam, że sobie materialnie poradzę dokładnie tak, jak ona sobie poradziła. Cały czas w to wierzę. A wiara czyni cuda. To już na zawsze będzie moje wyjście awaryjne. Czy to dobrze? Dobrze, bo się nie boję. To moja supermoc.

Samotność. A, czy przypadkiem w niefajnym związku nie doświadczamy jej jeszcze przed rozstaniem? Jeśli więź się sypie, nie ma kontaktu, nie ma rozmowy, nie ma seksu ani komunikacji, wsparcia, akceptacji – czy to nie jest samotność? Ja jestem z tych, co walczą o związek do ostatniej kropli krwi. I póki widzę, że to ma sens, idę za ciosem. Nie walczę o to, co nie chce być moje. Wtedy odpuszczam. Kiedy umrze nadzieja, rozstanie będzie najlepszą rzeczą, jaką sobie zafunduję. Nie poddam się destrukcyjnemu działaniu konającego związku. Skupię się na sobie, na swoich potrzebach, na szerszym spojrzeniu na siebie. Może z trochę innej perspektywy? Może pod innym kątem? Tego nie wiem. Nie planuję. Nie chcę rewolucji w dobrze działającym ekosystemie, ale kto wie. Fececi czasem znikają. Prawda? Zatem, jakby co, jestem gotowa. No bo, co takiego złego może się stać? W najgorszym wypadku zostanę sama. Dzisiaj się nie martwię. Jest dobrze. Może być lepiej. Do tego dążę i staram się nie martwić na zapas. Raczej żyję odgrodzona od przeszłości i przyszłości. Co mi da przejmowanie się tym, co było lub tym, co będzie. Wstaję i mam przeżyć dobrze kolejny dzień od poranka do zmierzchu i to się dla mnie liczy. Gdy nachodzą mnie czarne myśli hołduję zasadzie założenia najgorszego. Wtedy jestem gotowa psychicznie. Świadoma tego najgorszego, realnie wiem, ile mnie jeszcze od niego dzieli. Jestem spokojna. Jeśli coś się posypie, najgorszym wypadku zostanę sama, ponieważ:

Nie chcę być z kimś, kto mi nie pozwala na bycie sobą
Boję się być z facetem, który nie akceptuje mnie taką jaką naprawdę jestem. Nie zgodze się na związek, gdzie ktoś chciałby mnie formować według swojego upodobania. Facet, który nie pozwoli mi robić tego, co lubię, który nie będzie szanował moich granic i będzie ograniczał mi wolność nie jest dla mnie.

Nie chcę spędzać czasu w słabym towarzystwie
Nie mam problemu ze zjedzeniem w samotności obiadu w ulubionej knajpie czy pójściem sama do kina, bo dobrze mi ze sobą. Zdecydowanie bardziej bałabym się spędzić ten czas z osoba, która nie doceni spedzonego czasu ze mną lub będzie to postrzegać jako jeszcze jeden obowiązek do wypełnienia w związku.

Nie chcę budzić się obok obcej osoby
Nie boję się spać sama. Nie przeszkadza mi kładzenie się spać i wstawanie w pojedynkę. Wolę tak, niż budzić się z kimś, kogo kiedyś się dobrze znało, a teraz zastanawiam się, czy to ta sama osoba. Boję się obudzić obok faceta, który przestał mnie kochać, który przestał się o mnie troszczyć i przestało mu na mnie zależeć.

Nie chcę być z niewłaściwym facetem
Nie boję się natomiast popełniać błędów. Błędy są częścią naszego życia i często z nich płyną najcenniejsze lekcje, jakich może nas nauczyć życie. Nie boję się moich błędów. Są dla mnie prywatnymi wskazówkami, jak czuć się dobrze ze sobą i innymi. Jedyny błąd, jakiego się boję, to być z niewłaściwym facetem. Facetem, którego będę musiała prosić o uwagę i miłość, który jedyne, co mi będzie w stanie zaoferować, to kłamstwa słodkich słów i obietnic.

Nie chcę poczucia, że nie jestem kochana
Nie chcę być z facetem, który bardziej się skupia na fizyczności niż na emocjach. Nie chcę takiego, co dba tylko o zaspokojenie swoich potrzeb. Przecież ja też je mam. Nie oddam ciała facetowi, który nie zasługuje na to, co ja sama mam do zaoferowania. Nie chcę takiego, od którego nie poczuję ciepła ani miłości, bo interesuje go tylko fizyczny ze mna kontakt, nie emocjonalny i psychiczny.

Nie chcę rozmawiać z kimś, kto mnie nie rozumie
Lubię rozmawiać, ale nie chcę być z kimś, kto mnie uważnie nie słucha. Nie chcę tylko powierzchownych rozmów, które pojawiają się, gdy ludzie nie mają sobie nic innego do zaoferowania. Nie chcę z jego ust usłyszeć tylko krytyki moich pomysłów, opinii czy postaw, bo niby zawsze wie lepiej. Boję się być z kimś, kto nie potrafi prowadzić sensownych i interesujących dyskusji.

Nie chcę być krzywdzona
Łzy nie czynią mnie gorszą. Nie boję się ich. Boję się faceta, któremu zależy na zranieniu moich uczuć i złamaniu serca. Nie chcę, by mnie ktoś oszukiwał, mamił fałszywymi obietnicami, Po co mi facet, który nie przejmuje się, jak się czuję i nie będzie mnie karmił taką sama miłością i szacunkiem, jak ja karmię jego.

Nie chcę być z kimś, kto się mną nie przejmuje
Nie boję się samotności. Umiem cieszyć się własnym towarzystwem. Boję się poświęcić facetowi, który nie zasługuje na najmniejszy kawałek mnie. Takiemu, który traktuje mnie jako opcję a nie priorytet. Nie jestem zainteresowana kimś, kto potrzebuje mnie, by wzmocnić tylko swoje ego. Nie chcę być z kimś, kto nie sprawia, że czuję się kochana, chroniona i spełniona. Faceta, który nie będzie w stanie usłyszeć moich niesłyszalnych myśli, poczuć emocji niewypowiedzianych słów i dotrzeć do najgłębszych części mojej duszy. Faceta, który nie będzie dumny z tego, że mnie kocha i nie zainspiruje mnie bym była lepszą wersją samej siebie.

Jeśli się męczysz, czujesz frustrację, to odpuść. Nie brnij, bo to cię zabije. Jeśli nie masz nadziei na poprawę, a jesteś przekonana, że zrobiłaś wszystko, by uratować swój związek, zostaw to. Idź do przodu sama, z podniesioną głową. I prosze cię, nie używaj argumentu, że ciągniesz to ze względu na dzieci. One wszystko lepiej rozumieją, lepiej widzą niż ci się zdaje i też się męczą. One chcą cię widzieć szczęśliwa, a nie zgorzkniałą.

„Związki utrzymywane dla „dobra dzieci” są destrukcyjne, ponieważ dzieci przejmują za nie odpowiedzialność. W takich związkach jest zapotrzebowanie na spoiwo – dzieci szybko zaczynają być takim spoiwem. Np. nie uczą się, mają problemy zdrowotne lub społeczne.”

Andrzej Wiśniewski, „Związki i rozwiązki miłosne”

By Miss Brave, 19 marca 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.