Back to home
LIFESTYLE, PARENTING

Matki – animatorki koronaferii

To dla Was, domowe bohaterki koronaferii. Podczas gdy osławieni na całym świecie amerykańscy naukowcy snuć zaczęli tezy o niejakim osiągnięciu przez koronawirusa tego, czego najbardziej zagorzałym feministkom się nie udało, że po raz pierwszy miliony ojców na całym świecie siedzą w domach i zajmują się dziećmi dzieląc pracę z domowymi obowiązkami po połowie z żonami i że jest światełko w tunelu mówiące, że ta przemiana społeczna naprawdę się dzieje, ja mam spore obawy.

Jakby było nam mało rozczarowań związanych po prostu ze staniem się matkami, to jeszcze ten cholerny wirus. Ogarnęłyśmy się z wiecznym rozdarciem między pracą a dzieckiem. Doświadczyłyśmy w macierzyństwie bezustannego poczucia winy: pracując, że nie opiekujemy się dziećmi, opiekując się dziećmi, że nie pracujemy. Pokonałyśmy demony rozdwojenia. Tygodniami uczyłyśmy się ról, jak z empatycznych matek gotowych do przytulenia w jednej chwili zamieniać się zimne suki w pracach. Przeszłyśmy przez okres perfekcyjnych mam o perfekcyjnych planach na przyszłość dla swoich bąbelków. I w końcu wywalczyłyśmy sobie względnie zadowalający poziom równości w domach. Względnie, bo działał w warunkach normalnego życia, a nie izolacji.

W marcu los wielu matkom zaśmiał się bezczelnie w twarz. Owszem zyskały swoich mężów przy boku 24 godziny na dobę, ale przylgnęło do nich i to czasem bardzo dosłownie całe potomstwo. A wizja pracy zdalnej w zaciszu domu rozeszła się po pokojach jak zapach codziennie gotowanego rodzinnego obiadu.

Co by nie mówić, jak byśmy nie były sfeminizowane w tym naszym macierzyństwie, to zawsze kusi powiedzieć: “zastaw, ja to zrobię” i staremu i dzieciakowi. Bo szybciej. Tym bardziej, że czas nabrał innego wymiaru. Dziś czas pracy jest czasem rodzinnym, a czas odpoczynku czasem pracy. Panowie pracują, bo ponoć ich deadline’y ważniejsze od matek, więc matki ciągną całą resztę siłą własnych rąk i woli. Są gotowe sprostać sto czterdziestemu trzeciemu “mamooooo!”. A ile w tym czasie padło okrzyków “tato!”? Brawo! Ty to wiesz najlepiej sama – zero. I lecisz na złamanie karku. Interweniujesz, rozejmujesz, negocjujesz, tulisz, pocieszasz, całujesz, chwalisz.

Gdy do pracy na moment daje się zasiąść, to przychodzą głodomory, że po śniadaniu już drugie potrzebne, bo ssanie w brzuchu włączone. Wiecznie głodne… Kanapki więc nasiąkają wiedzą zakresu zarządzania zasobami ludzkimi, bo gdy dzwoni, szef, to i z kuchni i z kibla trzeba odebrać. Młode zasilone energią, więc zabawy się marzą. A że prośbie o tę wspólną towarzyszą dzieciom oczy kota ze Shreka, to nie odmawiasz. Wspólna zabawa zbliża. Buduje więź. Więź rzecz ważna. Zaczynasz ciuciubabką, kończysz na zajęciach sportowych. “Mamooooo, za ile obiad?”. A Tobie aż się ciśnie rzucić jak z chodliwego mema, że “za 50 zł, darmozjady jedne”, lecz sercem odpowiadasz, że za chwilę Hej zabawo! Ahoj przygodo! Gary wzywają. I brzuchy też. Trzeba działać sprawnie, szybko, a tu dzieciom się zbiera Tobie na pomoc, więc usuwasz się na bok, by mogły wjechać ze swoimi taborecikami, co by lepiej ogarnąć utensylia na blacie. Bierzesz głęboki oddech i tłumaczysz, co z czym połączyć, jak trzymać, jak kroić i mieszać. Tłumaczysz cierpliwie, choć szlag by to trafił i wyć się chce, gdy Twoja ulubiona bluzka obrywa zielonym pesto, a w kuchenny blat wżera się właśnie sok z buraków. Lecz wzbijasz się na wyżyny cierpliwości i prawie rozumiesz, że to część nauki przez zabawę, zabawy poprzez naukę, waszej rozrywki. W końcu dzieci w MasterChefie też kiedyś musiały się nauczyć…

Obiad gotowy. Teraz jakby tylko zjeść. Pracownik miesiąca nie może, bo zasuwa z robotą, więc pozostaje dotrzymanie towarzystwa dzieciom. Ale one w ciszy nie jedzą. Podczas jedzenia trwa rozmowa w stylu “100 pytań do ….”. Nie odetchniesz pełną piersią. Łapiesz szybko tlen udzielając kolejnych odpowiedzi. Jesteś omnibusem. Bawisz teraz swoją elokwencją, wiedzą wyniesioną ze szkoły i życia, a one oczekują od Ciebie odpowiedzi na każde pytanie. Po obiedzie wielkie doładowanie, więc kupa siły na zabawę. Gdy chwilowo żadne “mamoooo!” nie przerywa Twoich myśli, krystalizuje się szansa na pracę. Siadasz. Bo możesz. Haha! – jak tylko zwalczysz senność trawienną, na którą zapracowałaś zbyt wczesnym wstaniem na skutek obudzenia, serwisem restauracyjnym godnym gwiazdki Michelina, rolą najlepszej w okolicy animatorki i personalnego trenera z parą Qczaja. Byle do wieczora, byle do wieczora. I znów “mamooo!”. A Ty wiesz, że wszelkie próby olania nawoływania potomstwa, zbycia miłym słowem znad klawiatury na nic się zdadzą, bo matka to taki oszołom i wariatka, że gdy raz krzyk swojego dziecka usłyszy, to ma go na zawsze z tyłu głowy. Nie wróci do swoich obowiązków, nie wejdzie już w tryb praca. Matka ma ten kompulsywny odruch każący biec tam, gdzie krzyk. I na co ta więź była? By teraz dziecka ból był matki bólem z Twoimi emocjami sprzężonym. I już nie popracujesz. Odpuścisz. Po drodze ku tej cudownej chwili, gdy w Netlixie moduł dzieci przemienisz na swój, pokroisz jeszcze owocki, rozwiążesz zadania, pomalujesz twarze, powycinasz, zaserwujesz kolację, umyjesz zęby, przeczytasz do snu i uśpisz. Odpłyniesz na chwilę, lecz robota czeka rozbabrana. Laptop wzywa. Pracujesz nakręcona dynamiką całego dnia. W końcu… Padasz. Powstań! Pamiętasz? Jesteś jak Qczaj. Poprawiasz koronę i dalej. A jutro wstaniesz – matko – zrobisz jeszcze raz te wszystkie wspaniałe rzeczy i pójdziesz spać.

Wszystkiego dobrego domowe bohaterki koronaferii! ♥♥♥

By Miss Brave, 26 maja 2020

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.