Back to home
PARENTING

Jestem starą matką

Za dziesięć dni będzie Dzień Matki, a następnego dnia moje urodziny. Czterdzieste! W najśmielszych snach nie widziałam siebie w tym wieku. Jeśli miałam jakieś wyobrażenia o sobie w przyszłości, to dotyczyły one roku 2000. Przejście w nowe tysiąclecie było takie magiczne, schyłkowe. Chyba każdy z mojego pokolenia zadał sobie choć raz pytanie, ile będę miał lat w roku 2000 i kim wtedy będę. Ja byłam wtedy studentką Wydziału Architektury. Studiowałam modny, prestiżowy kierunek. Czytałam mnóstwo książek. A skoro apogeum mojej ogólnej wiedzy przypadło na okres pomaturalny – człowiek uważał, że zjadł wszystkie rozumy. Tym niemniej jak każdy student miałam wszystko w dupie, brałam życie garściami, wierzyłam, że będę wiecznie młoda i nieśmiertelna. Świat stał u mych stóp.

Nie tęsknię

Zanim zostałam mamą wybawiłam się. Moja pierwsza praca po studiach zaczynała się o godzinie 7.00 rano 25 km od Warszawy. Musiałam wtedy wstawać o 5.00, żeby zdążyć do roboty. Nie przeszkadzało mi to korzystać z życia towarzyskiego w ciągu tygodnia. Dużo podróżowałam – po kraju, za granicę. Odwiedziłam wspaniałe miejsca, zobaczyłam piękno świata. Niekiedy towarzyszące wyjazdom warunki sanitarne były poniżej krytyki i nie raz się śmiałam, że gdyby sanepid to widział, rozwiązałby wycieczkę. Dla mnie wtedy to nie był czas na dzieci. Tych wspaniałych wspomnień i doświadczeń nikt mi nie zabierze. Dzięki nim mogę moją wiedzę przekazać moim gwiazdom i podzielić się wyciągniętymi wnioskami. Mogę też pokazać im się ze zwykłej strony, nie z wyidealizowanej cnotki. Że popełniałam błędy, że się myliłam, że się buntowałam, byłam niepokorna i często szłam pod prąd.

Teraz mój plan dnia jest zdecydowanie bardziej zorganizowany i napięty. Jestem odpowiedzialna za więcej ludzi niż za samą siebie – co też kiedyś było sprawą dyskusyjną – i jestem w tym szczęśliwa. Cieszą mnie zarówno dalekie wyprawy jak i wyjazdy na działkę pod Radom. W zależności, na co w danej chwili możemy sobie pozwolić. Potrafię cieszyć się z obu opcji.

Inaczej myślę o życiu towarzyskim.

Oczywiście, że kiedyś zależało mi, by być lubianą. Chciałam, żeby mówili o mnie, że jestem fajna. Zawsze chciałam być tam, gdzie wypadało być – koncerty, imprezy, wydarzenia. I byłam. Miałam fajne weekendy i napięte towarzysko popołudnia w tygodniu. Spędzałam dużo czasu ze znajomymi. Życie społeczne dużo dla mnie znaczyło. A teraz często uczestniczę w nim jedynie za pośrednictwem internetu i gdyby nie facebook, o wielu wydarzeniach, wielu spotkaniach nie miałabym pojęcia. Nie, nie, nie. Nie oznacza to, że wolę dziś kanapę, podarte jeansy i rozciągniętą bluzkę od świata pełnego atrakcji. Uwielbiam krótkie kiecki i obcasy. Wyjściem nie pogardzę. Ale mój udział w imprezach jest bardziej selektywny i mam w tu sporo zdrowej blazy – mogę, ale nie muszę.

Nie jestem roszczeniowa.

A tę roszczeniowość młodych matek najbardziej widzę u lekarzy. Musi być zjawiskiem powszechnym, skoro za każdym razem, kiedy podejmuję z pediatrami dyskusję, ci pokazują zęby. I dopiero po pewnych wyjaśnieniach, że po prostu chcę wiedzieć czy rozwiać wątpliwości i że nie jestem mądrzejsza, bo to oni się znają na leczeniu podczas, gdy ja się znam na projektowaniu, odpowiadają uśmiechem na uśmiech i łagodnieją. Nie robię awantur, gdy w komunikacji publicznej nie ma miejsca siedzącego dla moich dzieci i gdy muszę z nimi stać w długiej kolejce na poczcie. Bo takie jest życie.

Gdy czuję, że coś jest nie tak, a moje dzieci są niewłaściwie traktowane, nie mam problemu zareagować. Nie robię tego emocjonalnie. Zawsze słucham zdania drugiej strony. Z drugą stroną zawsze rozmawiam jak równy z równym – to bardzo pomaga w komunikacji.

Patrzę na świat z szerszej perspektywy.

Wiek pozwolił mi inaczej spoglądać na wiele spraw. Kiedyś do wszelkich problemów podchodziłam jak wszyscy – skupiałam się na małym wycinku zagadnienia. Dziś potrafię na chłodno zrobić kilka kroków wstecz, by spojrzeć z szerszej perspektywy – wtedy widzę pełen kontekst sprawy. Katarek dzieci, ocena ich postępowania, znalezienie rozwiązania krwawej jatki między nimi to tylko wycinki rzeczywistości o mocno lokalnym charakterze. Okazuje się, że w szerszym kontekście przestają mieć znaczenie. Zdolność patrzenia z szerszej perspektywy ułatwia mi przełamywać schematy, co znów pozwala czasem na nieszablonowe podejście.

Na chłodno odpuszczam.

Dobrze pamiętam swoje dzieciństwo. Kiedy szwendaliśmy się po budowach, żwirowniach, kradliśmy z sadu jabłka, godzinami jeździliśmy w parku na rowerach i po przedszkolu czy szkole bawiliśmy się na podwórku. Nosiliśmy po sobie ubrania i przekazywaliśmy dalej. Wakacje we wczesnym dzieciństwie polegające na wolnej zabawie, która odbywała się w większości poza płotami działek spędzałam w Urlach pod Warszawą. Kiedy myśl o potomstwie dopiero zaczynała mi wątło majaczyć, zachodziłam w głowę, jak zapewnię dzieciom egzotyczne wyjazdy, wspaniałe ubrania, oryginalne zabawki, wymyślne kursy. A potem, z biegiem czasu uświadomiłam sobie, że dzieciom, to ja muszę dać miłość i tyle. Odpuścić te wszystkie sztuczne pędy nakręcające rodzicielstwo i robiące z dzieci ofiary konsumpcji, wymagało ode mnie sporej dojrzałości w latach i życiu. Dziś świetnie wiem, że moje dziewczyny potrzebują po prostu mnie i fajnej flegmy życia ze spacerami, czytaniem, uwagą, podglądaniem przyrody, nieskrępowaną zabawą i leniwymi wakacjami.

Mam czterdzieści lat i jestem matką sześciolatki i czterolatki. Nieraz trzymając na rękach którąś płaczącą córkę przeszły mnie myśli, że jestem za stara na takie rzeczy, że brak mi już cierpliwości, że na co mi to było, w co ja się wpakowałam i w ogóle. Ale zaraz potem przychodziły mądrość i opanowanie dojrzałej kobiety, które pozwalały mi to wszystko znieść i nie poddać się złym emocjom. Wszak rozumiałam przecież, że wszystko jest kwestią czasu.

Wiem, że w kącikach oczu pojawiają się zmarszczki, wiem, że może niedługo za kolejnym skokiem z gwiazdami na trampolinie przyjdzie moment nietrzymania moczu. Życie. Póki co robimy razem śmieszne miny do lustra podczas mycia zębów, skaczemy i wydzieramy się wspólnie do ulubionych piosenek, gonimy na hulajnogach, i nie następujemy na linie w chodniku.
Dla mnie późne macierzyństwo jest super, bo ograniczenia są tylko w naszych głowach. Cieszę się tym, co mam.

Gdy moje dziewczyny zapytają mnie o zdanie, kiedy najlepiej mieć dzieci… Jak odpowiem? Haha! Jak najwcześniej!

By Miss Brave, 16 maja 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.