Back to home
DESIGN

Jaki fajny Mak!

Maki różnie się kojarzą. Ale raczej niefajnie – jakie jedzenie, taki wygląd. Króluje więc tandeta. A już rekordy syfu i malarii biją maki w Stanach. Gdzie się nie dotknąć, tam się przyklejasz. To azyl dla typów spod ciemnej gwiazdy. Gdy włóczyłam z roczną Nel po Nowym Jorku, do maka chodziłam po wrzątek w kartonowych miskach do sałatek, by zagrzać jej słoik z obiadkiem. Wchodziłam tam niepewnie, bo chyba byłam jedyną względnie porządnie ubraną tam istotą. Przy okazji skorzystać z wc już nie wchodziło w grę – drzwi do kibli w większości maków po prostu nie było, a jak były, to bez zamka. Ot takie tam zderzenie kultur.
Ale w Europie?
“And in Paris, you can buy a beer at McDonald’s.” – tak mi się skojarzyło z rozmową Julesa z Vincentem z Pulp Fiction a’propos europejskiego podejścia do maków.
Ale ad rem – w Europie maki pchają się w śródmiejskie historyczne tkanki miast i tam mają nie lada wyzwanie. Żeby kusić ofertą taniej plastikowej szamy, której zalety leczenia kaca zna każdy młody człowiek, muszą zainwestować w coś więcej niż szkaradztwo lokalu. Pokusa prestiżu i utargi w systemie 24/7 w centrach miast, które nie śpią, są wielkie, więc zatrudnia się dobre pracownie architektoniczne, które są w stanie sprostać ścisłym wymogom konserwatorskim, lokalnych planów zagospodarowania i zaprojektować coś fajnego, estetycznego.
Mak z fotek powstał w Rotterdamie na miejscu wcześniejszego, któremu – delikatnie mówiąc – był potrzebny na cito remont. Stał ni przypiął ni wypiął kloc mocno nadszarpnięty zębem czasu i wiało od niego tanią tandetą. Kloc ten został nawet kiedyś okrzyknięty najbrzydszym budynkiem w Rotterdamie. No i w ten sposób przestał odzwierciedlać ambicje i pobożne życzenia McDonalda oraz Rotterdamu, który to ostatnimi czasy zajmuje pozycję w pierwszej dziesiątce “miejsc do odwiedzenia” według New York Timesa.
Dla mnie nowy pawilon maka to arcydzieło architektury, który uzupełnia serię hal targowych, dworca głównego i fabryki żywności w Rotterdamie. I o ile mnie pamięć nie myli – wszystkie te projekty wyszły z jednej lokalnej pracowni.
Sama bryła jest prosta, a została zaprojektowana w poszanowaniu widoków na stare budynki w pobliżu, na przykład monumentalnej poczty. Pawilon ma chyba najbardziej zwarty z możliwych rdzeń i przeszklone ściany wokół. Ma przezroczysty hol i trzy wejścia z trzech stron, co sprawia jakby przestrzeń publiczna placu przepływała przez budynek. Aby wzmocnić połączenie pawilonu z otoczeniem, na zewnątrz ustawiono te same elementy małej architektury, które można znaleźć w innych częściach miasta. To mało typowe rozwiązanie jak na maka, bo oni zawsze wtryniają się z tym swoim standardem. A tu duży ukłon w stronę Rotterdamu.
Jedna ściana pawilonu jest inna niż pozostałe trzy. Wykonano ją z anodowanego złotego aluminium. Materiał – choć to metal – jak dla mnie jest ciepły i elegancki w wyglądzie. Poniewaz McDonald’s jest otwarty całą dobę, jego wygląd po zmroku też jest istotny. W ciągu dnia zachęca do wejścia i konsumpcji, po zmroku przyciąga amatorów nocnego życia. Czwarta ściana jest perforowana, a otwory, gdy się zbliżyć, mają kształt serduszek – no cudo. Przez nie świeci światło. Dzięki zastosowaniu różnych stopni perforacji, dziurki układają się w ludzi – mieszkańców okolicy, bo mak jest hołdem dla nich.
A w środku lada i kuchnia na parterze i efektowna przyciągająca wzrok spirala klatki schodowej prowadząca z holu na dole do części wypoczynkowej na piętrze. Stąd goście mogą podziwiać piękną panoramę miasta.
No super ten pawilon. Trochę mi przypomina sklep Apple’a przy Piątej Alei – choć ten to totalny odlot. A mak z Rotterdamu równie dobrze mógłby być punktem informacji turystycznej i też by robił robotę. Jak widać, można dokręcić korbę krezusowi, by zatańczył, jak mu zagrają, byle kasa z występu się zgadzała.

       

Zdjęcia z serwisów architektonicznych
By Miss Brave, 2 kwietnia 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.