Back to home
DESIGN

Jak zaprojektowałam idealny dom?

A gdyby tak zaprojektować sobie dom? – któregoś zimowego weekendu eM rzucił hasło.

Trochę mnie przytkało, ponieważ dobrze wiedział, jakim jestem mieszczuchem i że dla mnie dom to może być na Saskiej Kępie, Starym Mokotowie czy na Ochocie przy Blue City – generalnie w środku miasta, blisko cywilizacji i z komunikacją miejską oraz wszelkimi usługami pod nosem, a na coś takiego, to chyba przy szóstce w totka byłoby nas stać. Jako, że temat wydał mi się na tyle odrealniony, mogłam go podłapać, żeby pofantazjować. No i tak zaczęliśmy sobie projektować, planować, wymyślać. Układ wyszedł prosty, przejrzysty. A nasze wyobrażenia co do planu okazały się nawet dość spójne.

Po pierwsze dom parterowy

Chcieliśmy, by całe nasze życie dzienne i nocne działo się na parterze, bez konieczności latania po schodach góra-dół, góra-dół, góra-dół… Zamiast klasycznego piętra przy spadzistym dachu głównej bryły wykombinowaliśmy antresolę, która miała być nasza pracownią i miejscem odosobnionym od reszty domu na tyle, że można się tam spotkać z klientem albo po prostu będąc wciąż w centrum domu, popracować.

Po drugie o prostej bryle

Kształt dachu raczej determinują lokalne warunki zabudowy. Reszta pozostawała w naszej gestii, ale prosty dom o jak najmniejszej ilości ścian zewnętrznych to duża optymalizacja kosztów budowy i eksploatacji. Zresztą oboje wychodzimy z założenia – w imię zasady less is more – że proste jest piękne, dlatego wszystko sprowadziło nam się do dobrze funkcjonującej stodoły. Było dużo kompromisów, ale żaden nie był bolesny na tyle, bym próbowała się przekonać, że jakoś to będzie, bo wiedziałam, że tak to nie zadziała i że gdybym miała przez lata mieszkać w domu i pluć sobie w brodę, bo coś tam odpuściłam, nie byłoby to fajne

Po trzecie to dom dla nas

Nie konsultowaliśmy z nikim naszych decyzji. Cały czas zadawaliśmy sobie pytanie, czego potrzebujemy, jak chcemy, by to czy tamto funkcjonowało, jak taki lub inny problem możemy rozwiązać. Znaliśmy nasz styl życia, wiedzieliśmy, co nas wkurza, co jest naszą słabością, co jest dla nas priorytetem, co możemy sobie darować. Wyszła z tego niezła, ale jakże pomocna analiza.

Dopasowaliśmy dom do naszego życia

Na przykład kuchnia musiała być spora, bo ja lubię gotować, mam dużo różnych sprzętów pomocniczych i niestety potrzebuję dużo miejsca, bo robię mnóstwo bałaganu. W kuchni chcieliśmy mieć wyspę, bo to fajne towarzysko miejsce – najlepsza impreza zawsze jest wokół. Miał być duży stół, żeby sporo osób mogło się przy nim zmieścić w momencie wizyt, a na co dzień, by nasza czwórka mogła przy nim zasiadać pomimo panującego bałaganu, który to bez konieczności notorycznego sprzątania można by było po prostu przesunąć. Przy wejściu nie zadowalało nas jedynie miejsce na buty i kurtki, bo wiemy, jak zwłaszcza buty potrafią się wymykać spod kontroli i że przychodzi taki moment, kiedy okrycia wierzchnie się najzwyczajniej w świecie rzuca, a nie wiesza na wieszaki, dlatego musiała się u nas pojawić szatnia na wszelkie buty i okrycia wierzchnie oraz liczne fruwające tu i tam szaliki, czapki, rękawiczki. Zamykana normalnie drzwiami, by cały ten bajzel mógł zniknąć z oczu. Sypialnie 3: my w naszej i dzieci 2 pokoje do rozdysponowania według ich potrzeb. Jedna łazienka ogólnodostępna, z której będą korzystać dzieci, a więc z wanną ale i prysznicem dla potencjalnych gości, druga łazienka dostępna z naszej sypialni stanowiąca jednocześnie składową wraz z pokojem i garderobą naszej małej autonomii. Do tego nie żałowaliśmy miejsc do przechowywania, na co zawsze zwracamy uwagę naszych klientów. Ludzie często, by zaoszczędzić na metrażu, rezygnują z powierzchni pomocniczych, a potem tego żałują. Zastanawiają się, gdzie narty czy sprzęt nurkowy oraz zapasową pościel dla gości pochować, potem chowają gdzie popadnie, by – kiedy przyjdzie czas użycia – latać w szale poszukiwań. Tak więc powstały nasza garderoba, garderoba dzieci i pralnia. Nasza to zrozumiałe, dzieci kontrowersyjne, bo niby mogłoby się im w głowach od dobrobytu poprzewracać, ale jakoś nie widziałam szaf w ich pokojach, bo na samą myśl, gdzie by wtedy były ubrania, a co na ich miejscu w szafie, robi mi się słabo, a za garderobą, która wraz z wiekiem będzie coraz bardziej zwłaszcza w przypadku dwóch lasek robiła robotę, przemawiały te same względy, co za szatnią przy wejściu – żeby w razie potrzeby po prostu zamknąć jebnik i nie widzieć, a przy dobrych wiatrach wymóc na młodych sprzątanie.

 

Po wtóre kontakt ze światem zewnętrznym

Nasz dom miał być zaprzeczeniem powiedzenia “my home is my castle” w takim znaczeniu, że nie mieliśmy się w nim izolować od zewnętrza wznosząc trudną do zdobycia twierdzę. Dwa światy: zewnętrzny i wewnętrzny miały się przenikać. Dlatego poza praktycznymi doświetleniami pomieszczeń pomocniczych wszystkie okna zaprojektowaliśmy do samej ziemi z możliwością otwierania, by móc wyjść bezpośrednio na trawę praktycznie na poziomie otaczającego terenu. W części dziennej rolę ścian zewnętrznych miały pełnić wielkie na całą szerokość pomieszczenia przeszklenia drzwi przesuwnych. Ustawiliśmy je po przeciwnych stronach dając tym samym wrażenie tego przenikania. W dachu nad salonem zaprojektowaliśmy wielkie okna połaciowe, przez które miało być widać lądujące i startujące samoloty, niebo z chmurami, słońcem i błyskawice letnich burz.

A co na to internet?

Potem zajrzeliśmy w internety, co miał w ofercie nasz ulubiony portal z gotowymi projektami, który polecaliśmy naszym klientom jako źródło inspiracji, bo tam domy wybiera się oczami – są ładnie ogarnięte graficznie. I znaleźliśmy tam projekt także dla siebie, a w zasadzie taki, który niczym nie odbiegał od tego, co przed chwilą sami sobie naszkicowaliśmy. Nie zdziwiło nas to, bo koncepcja była wyjątkowo prosta i raczej niczego nowego do dziedziny projektowania nie wnosiła, ale wydawała się po prostu dobrze funkcjonować. Nawet zwizualizowane na stronie wnętrze w miarę do nas przemówiło. Oczy się uśmiechnęły, bo oto przed nami na iPadzie otwarty był projekt absolutnie dla nas idealny, a co więcej – totalnie zbieżny z naszymi szkicami i założeniami, kompletnie opracowany i gotowy do złożenia w urzędzie po niewielkich zabiegach formalnych, co dla nas znaczyło bardzo dużo, bo – nie ukrywając – lepiej poświęcić czas na projektowanie zarobkowe niż dla siebie. I tak nasze niezobowiązujące pitu pitu na temat domu w Nibylandii uruchomiło równoległe procesy myślowe w dwóch zupełnie różnych głowach – w każdej z osobna po cichu, wewnętrznie, bez przyznawania się tej drugiej. Aż w końcu któreś z nas przemówiło, a to, co powiedziało było tym, co drugie dokładnie chciało usłyszeć. Zaczynaliśmy szukać działki.

By Miss Brave, 27 lutego 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.