Back to home
PARENTING

Jak rozmawiać z dzieckiem?

Jeśli mówisz do dziecka i nie dociera, to znaczy, że głupio mówisz – tak gdzieś usłyszałam. No coś w tym, kurde, jest. Dziecko chce od ciebie jasnego, konkretnego komunikatu, żeby zachowywać się w określony sposób. A tymczasem jest twoim lustrem, obserwuje sposób, w jaki ty komunikujesz się z najbliższymi, jak olewasz, nie słuchasz i nie zawsze masz ochotę robić to, do czego inni nakłaniają. Proste.

Nie. Nie takie proste, bo wymaga zmiany tonu mówienia do dziecka z osądzającego, grożącego na empatyczny, zachęcający, rozwiązujący problemy. A większość z nas nie była w ten sposób chowana, więc ciężko się przestawić.   Opanowanie tej sztuki zajęło mi trochę czasu. To był mój wybór, by zmienić sposób komunikacji z pierworodną gwiazdą, ale intuicja mi podpowiadała, że będzie dobrze. No i znów jej uwierzyłam. Nadal wierzę, i nadal się uczę. A w zasadzie dzieci mnie uczą. Moje dziewczyny są kompletnie różne i każda z nich wymaga innego podejścia, ale generalnie zmiana tonu, dużo pomaga. Jak? Ano staram się z nimi – małymi ludźmi – tak rozmawiać, jak sama bym chciała, żeby ze mną rozmawiano. Niby banał, ale… Jest dużo “ale”.

Ale mam natomiast kilka sprawdzonych sposobów na okazję dość spotykanych sytuacji we wspólnej komunikacji i może na początek ci pomogą:

Sytuacja 1 – “Czas iść”

Zamieniam na pytanie “Chcecie iść teraz czy za 10 min?”. Przede wszystkim daję wybór. Dzieciaki przepadają za decydowaniem, bo to czyni je takimi dorosłymi. One podejmują decyzję, a ja pilnuję czasu. Czasem mówią same, że nie za 10, a za 7 minut. Nastawiam im alarm na ten czas, który wciąż dla nich jest bardziej abstrakcyjny niż obrazy Kandinsky’ego i jak dzwoni, zbieramy się. To nie zadziała za pierwszym razem, ale warto próbować, bo w końcu zatrybi.

Sytuacja 2 – “Mamo, kup mi”

No tak, całe spektrum przypadków do opisania, a u ciebie konsekwentnie na wszystko jedna odpowiedź. Moje dziewczyny co i rusz chcą jakieś szmiry i niepotrzebne rzeczy. A ja mam bardzo selektywne podejście do kupowania zabawek. Oczywiście, że stać mnie na kolejnego dinozaura za dziewiątaka przy kasie, ale dla zasady odmawiam. Korzystam wtedy z różnych “wish lists”. Jak gwiazdy czegoś strasznie, strasznie pragną, to proponuję im wpisanie zabawki na listę prezentów urodzinowych, imieninowych czy tam od Mikołaja. Jeśli konsternacja trwa, rozmawiamy, jak proces ziszczania życzeń usprawnić, na przykład poprzez uzbieranie odpowiedniej kasy w skarbonce.

Sytuacja 3 – “Bądź grzeczny”

Kocham ten tekst. Gdy go słyszę, zawsze mnie korci, żeby takiego opiekuna złośliwie zapytać “Grzeczny, czyli jaki?” W danej sytuacji to może oznaczać kompletnie co innego. Jeśli dziecko ma nie mówić głośno w autobusie, to mu powiedz, że nie chcesz, żeby głośno mówiło w autobusie. Jeżeli dziecko ma nie dłubać w nosie i wycierać nos w chusteczkę na imieninach cioci, powiedz mu dokładnie, o co ci chodzi. Gdy na pożegnanie ma mówić “do widzenia”, powiedz mu, że jak się wychodzi na przykład z przedszkola, to się mówi głośno “do widzenia”. To wszystko to bycie grzecznym. Nie?

Sytuacja 4 – “Uważaj!”, “Ostrożnie!”

Generalnie nie uczę dzieci, że świat jest groźny. Nie chcę, żeby kiedykolwiek dziewczyny pomyślały, że bieganie jest słabe, bo można się spocić i przeziębić, że skakanie niefajne, bo  można spaść i się połamać, że w kuchni bywać się nie powinno, bo tam można się tylko poparzyć, a wszystkie psy świata gryzą. Niech próbują, testują, uczą się na swoich błędach, ale ja – odpowiedzialny opiekun – muszę czasem przed czymś ostrzec. Robię to po prostu w białych rękawiczkach pytając “ O czym musisz pamiętać, kiedy wchodzisz wysoko na drabinki?”, “O czym musisz pamiętać, kiedy jedziesz na rowerze?”. Tak to już jest, że powtarzane nagminnie “uważaj” nasze dzieci szybko ignorują, dlatego lepiej zaangażować je w krytyczne myślenie, żeby same mogły sobie pewne zagrożenia uświadomić.

Sytuacja 5 – “Powtarzam po raz setny…”

I po raz setny każdego dnia mam ochotę to powiedzieć – tak samo jak i ty. Staram się wtedy ugryźć w język. Czcze gadanie o założeniu butów zamieniam na pytanie: “Czy teraz założysz buty sama, czy mam ci w tym pomóc? ”. I muszę przyznać, że w większości przypadków zachęcających moje gwiazdy do samodzielności takie wzmocnienie super działa, bo z jednej strony daje im ten jakże ważny wybór, a z drugiej mam, co chcę, bo ambicja bierze górę nad rezygnacją.

Sytuacja 6 – “Zostaw, ja to zrobię”

Wiem, wszyscy się spieszą, ale zwolnij na chwilę. Czasem wystarczy te pięć minut więcej. Ochłoń i pozwól dziecku zawiązać buty, naciągnąć rajstopy czy posłać łóżko. Możliwe, że buty będą nie na tych nogach, co potrzeba, córka będzie miała krok rajstop w kolanach, a posłane przez syna łóżko może niczym się nie różnić od nieposłanego, ale doceń próby. Mając z tyłu głowy jakiś zapas czasowy powiedz dziecku: “Ok. Poczekam,  bo widzę, że potrzebujesz więcej czasu”.

Sytuacja 6 – wszystkie “Nie!” i “Przestań!”

To tak w imię zasady, że do dziecka powinno się mówić, czego chcemy, a nie czego nie chcemy – jak w naszym dorosłym, logicznym życiu, bo przecież kupując cappuccino nie mówię pani za barem, że nie chcę espresso, tylko mówię, że chcę cappuccino. Tak więc zamiast “Nie rozrzucaj po całym domu butów” powiedz dziecku “Proszę, włóż buty do szafy”. Konkretne komunikaty zaczynające się od “proszę” robią robotę tak jak “Chciałabym (…)”, na przykład  “Chciałabym, żebyś zwolniła przed pasami” zamiast “Przestań biegać”. Po prostu, gdy mówię dzieciom, czego od nich chcę, upraszcza mi to komunikację zdecydowanie bardziej niż mówienie o tym, czego od nich nie chcę.

Sytuacja 7 – “Przestań marudzić”

Jęczenie doprowadza mnie do pasji, ale wiem, że takim gadaniem niczego nie wskóram. “Przestań marudzić” to dla moich dziewczyn niestety żaden przekaz. Najpierw więc muszę zadbać o siebie, by nie wybuchnąć, ochłonąć z moich niefajnych emocji, które za wszelką cenę próbują się wydostać z moich ust za pomocą niemiłych, głośnych i złośliwych słów, a potem zmienić ton z irytacji czy gniewu na przyjazny, sprzyjający współpracy – bo o nią w takich krytycznych chwilach chodzi – i na przykład zwrócić się do dziecka w ten sposób: ”Spokojnie. Zatrzymaj się na chwilę i powiedz powoli, o co ci chodzi”. Na twoich oczach zadzieje się przemiana małego buntownika, bo oto mając już twoją uwagę zaczyna rozumieć, że aby być wysłuchanym, trzeba to odpowiednio wyartykułować”. Będzie musiał się uspokoić.

Sytuacja 8 – “Nie płacz!”

Niesamowite jest dla mnie, jak dobrze reagują dzieci, gdy nie wywieramy na nich presji i pozwalamy im przeżyć swoje emocje. Zaczynają wtedy wierzyć, że są w stanie samodzielnie je regulować. Łatwiej im wtedy wyjść ze wszystkich smuteczków i największych na świecie niepowodzeń. Powiedz dziecku, że nie ma nic złego w czuciu się smutnym i że jesteś obok w razie czego.

Sytuacja 9 – “Jesteś za mały na…”

Dzieciaki chcą być duże, chcą być jak dorośli i móc wszystko robić. Nie czuję się ok mówiąc moim dziewczynom, że są na coś za małe, skoro widzę, jak czasem równają starszym. Cała treść, którą chcemy dzieciom w takich sytuacjach przekazać sprowadza się do naszej uzasadnionej troski wynikającej z faktu, że to my – rodzice nie jesteśmy na coś jeszcze gotowi. W sytuacjach, gdzie zdrowy rozsądek podpowiada mi, że moje dzieci są jednak na coś za małe, po prostu informuję je o moich obawach używając często słowa “ja”. To dociera i niekiedy budzi refleksję u moich gwiazd, która pozwala im odpuścić.

Sytuacja 10 – “Nie zasłużyłeś”, “Wstydź się!”

To bardzo silne słowa z ust rodziców. Wystrzegam się ich jak ognia, bo podobnie jak z tym byciem grzecznym, niewiele znaczą, a dużo złego wyrządzają. Jeśli chcę, by moje dziewczyny przyszły do mnie dziś i za 10 lat z każdym problemem, nie mogę na wstępie oceniać. Na wstępie to moje dzieci muszą otrzymać ode mnie akceptację. Potem, gdy opadną emocje, przegadamy problem. Często po prostu mówię: “Kocham cię bez względu na twoje zachowanie, ale następnym razem …”. Musisz wiedzieć, że miłość bezwarunkowa jest podstawą rodzicielstwa, co oznacza, że nie zależy od poziomu dobrego ich zachowania. Kochasz je przecież całym sercem bez względu na to, co robią. Prawda?

To naprawdę jest tylko kilka przykładów, którymi mogłabym sypać jeszcze długo, długo. Ale od czegoś trzeba zacząć. Kiedy będzie widać zmiany? Nie wiem. Każde dziecko jest inne. Naukowcy mówią, że zmiany wynikające z pracy nad zachowaniem widać po 6 tygodniach. Trzeba próbować. Warto poprawić sobie jakość komunikacji zwłaszcza, gdy w grę wchodzi wzajemne słuchanie i poszanowanie. To bezcenne.

By Miss Brave, 4 marca 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.