Back to home
PARENTING

Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci

Nikt nie lubi ciężkich tematów. Słodkie króliczki, kolorowe pisanki, dekoracje i szczerzące się z pozowanych zdjęć rodziny posyłające przez biel zębów urbi et orbi życzenia. I radość z odrodzenia. Fajnie. Tylko, żeby zmartwychwstać, trzeba najpierw umrzeć. To ta ciemniejsza strona świąt. Choć z niejednoznacznego ich charakteru wybieramy radość, jest ona podszyta i okupiona śmiercią.

Była sobota. W moim rodzinnym domu na Ochocie pełną parą mama i babcia ogarniały przygotowania do świąt. W niedzielę cała rodzina miała zasiąść do wspólnego śniadania. Jak każde dziecko cieszyłam się ze świat, święconki, pisanek, ze zbliżającego się dyngusa i zgromadzonej w jednym miejscu rodziny. W tym samym czasie w szpitalu walczyła o życie z rakiem prababcia Karolcia. Był przy niej mój dziadek. Nie pamiętam wyrazu twarzy dziadka, kiedy w ten sobotni radosny, pełen przygotowań, oczekiwań i nadziei poranek stanął w drzwiach. Czy płakał, czy nie. Czy patrzył babci w oczy, czy miał wzrok wbity w podłogę. Usłyszałam tylko, że Karolcia umarła. Mama i babcia zaczęły płakać. Siedziałam na skraju łóżka w sypialni mamy, a mama z babcią klęczały na dywanie tuż przy mnie. Nie płakałam. Choć byłam blisko z prababcią, jakoś nie potrafiłam. Czułam natomiast wielką odpowiedzialność za to, co się obok mnie działo. Nie wiedziałam, jak mogę pomóc i co zrobić, by poprawić atmosferę. Chciałam zachować się dorośle. Gdy przez chwilę zrobiło się cicho, powiedziałam tylko: “Wszyscy, kiedyś muszą umrzeć.” Wtedy się popłakałam. Miałam 6 lat i poznałam właśnie śmierć. Nie wiedziałam tylko, że jest na zawsze.

Podobno dzieci nie rozumieją ostateczności śmierci. Największe niebezpieczeństwo, jakie czeka na dziecko, kiedy umiera ktoś bliski to poczucie porzucenia. Dlatego tak ważne było wtedy utwierdzenie mnie w przekonaniu, że Karolcia bardzo mnie kochała i że nasza miłość będzie nadal trwać. W moim sercu. Nikt nie jest gotowy na odejście bliskich, ale wtedy przed świętami wszyscy się na to szykowali. Ja też byłam przygotowywana – nikt nie krył przede mną choroby babci. Widziałam, jak słabnie.

Jednak w wielu rodzinach nie rozmawia się o chorobach czy śmierci. Choć wielka, śmierdząca szlamem kałuża, pełna pytań, wątpliwości, obaw i lęków rozlewa się w samym środku salonu, omija się ją szerokim łukiem udając, że wszystko w porządku. Tylko, że zmowa milczenia odbija się najbardziej na dzieciach. Bez wytłumaczenia świata nie są w stanie udźwignąć problemów tym bardziej, że emocje odczuwają tak samo, jak dorośli. Kiedy w rodzinie pojawia się choroba czy śmierć, nie ma sensu otwierać nad dziećmi ochronnego parasola. Trzeba stanąć na wysokości zadania i wyjaśnić małemu człowiekowi, co się stało. Przecież sposób rozmowy można dostosować do wieku. Pozostawienie dziecka bez informacji jest po prostu złe. Dzieci mają prawo wiedzieć, co się dzieje z ich ukochanymi ludźmi. Wyjaśniając oswajamy dziecko z demonami. Tłumaczymy nasze smutki i lęki. Jeśli jest wola wyjaśnienia, dzieci okazują się wspaniałymi słuchaczami. Mają niesamowitą zdolność przyjmowania najtragiczniejszych wiadomości, ponieważ nie warunkują ich obyczajowo. W tym wszystkim najgorsza jest niewiedza, bo sprawia, że dzieci zaczynają się bać. A nie ma nic gorszego dla dziecka, jak strach. Zresztą lepiej, żeby najboleśniejszą prawdę usłyszeć przekazaną w rzetelny sposób od rodziny, niż wykrzyczaną w postaci drwiny przez kolegów w szkole czy przeczytać wyguglowaną w sieci wraz z całą internetową nieprawdą na temat. Dzieci ufają dorosłym, więc nawet najcięższa rozmowa bardziej ukoi niż przerazi.

Od małego uczę moje dziewczyny, że trzeba umieć sobie radzić z różnymi niefajnymi sytuacjami. Rozmawiamy o nich. Uczę je rozmowy na wszelkie tematy. Ale wiem, że nie mam na co liczyć, jeśli zabraknie zaufania. To ultra ważny element rodzinnych relacji. Dlatego, gdy ktoś bliski zachoruje, a po jakimś czasie umrze, nie powiem im zdawkowo, że to nic poważnego, bo ryzykuję wykrzyczenie mi prosto w twarz: “Mamo, okłamałaś nas!”. A ja nie chcę i ich stracić. W rodzinie wyznaję filozofię wspólnego mierzenia się z problemami. Skoro dzieci towarzyszą nam na każdym kroku, skoro słyszą różne nasze rozmowy i są świadkami zarówno naszych radości jak i kłótni, mają prawo wiedzieć, co się wkoło dzieje. Nie chcę ich chować pod kloszem. Świat, w którym przyszło im żyć jest prawdziwy. I bywa okrutny. Kiedy chorował nasz poprzedni pies i kiedy go usypialiśmy, moje gwiazdy po raz pierwszy musiały się zmierzyć ze śmiercią. Ten ciężki dzień opisałam tutaj: https://missbrave.pl/przyjacielu-to-o-tobie/ . Dokładnie opowiedziałam dziewczynom, co się dzieje, co trzeba zrobić. Nie kryłam swojego smutku, nieumiejętności pogodzenia się z sytuacją. Nie odwracałam od nich zapłakanej twarzy. Opisywałam im, co mi jest, jak się czuję. Robiło mi się lepiej, ale nie wysługiwałam się nimi w tym celu. Po prostu wiedziałam, że i o nie muszę w tej sytuacji zadbać, bo przekazywanie im tego doświadczenia będzie cenną inwestycją. Do dziś – a upłynął już prawie rok – rozmawiamy o naszym psie. Rozważamy, czy istnieje niebo dla psów i czy można się tam z nim po śmierci spotkać. Oswajamy śmierć.

Co powiedzieć o śmierci kogoś bliskiego? Że ten ktoś jest bardzo chory, więc jego ciało nie działa tak dobrze jak kiedyś i zachorowało. Ta choroba powoli go wykańcza, że będzie coraz słabszy, może będzie nieruchomo leżał, ale cały czas będzie wszystko słyszał. Że w końcu jego ciało przestanie po prostu działać. Może nawet będzie to można zobaczyć, a wtedy okaże się, że samo ciało bez jego uśmiechu i jego spojrzenia to już nie to samo. Dlatego trzeba je pochować, ale uśmiech, głos, spojrzenie będą żyły dalej, w naszej pamięci, w naszych sercach.

A dlaczego jest śmierć? To naturalny porządek świata. Tak działa natura. Wszystko, co żyje, najpierw rodzi się, dorasta, ma pełne życie, potem starzeje się i umiera. Tym samym robi miejsce na nowe życie.

Dlaczego po śmierci bliskich płaczemy? Bo jesteśmy smutni, bo bardzo kochaliśmy te osobę, która odeszła. Bo już nigdy nie będziemy mogli jej przytulić. Płacz pomaga tak samo, jak pomaga, gdy się upadnie i bolą kolana. Widzisz, że płaczę? To dobrze, bo jestem smutna i bardzo tęsknię. Jeśli chcesz możesz mnie przytulić, lecz nie musisz się mną opiekować. Nic mi nie będzie. Musimy żyć dalej i cieszyć się z życia. tego by chciała osoba, która odeszła.

Kiedy ponosimy taką wielką stratę jak śmierć bliskiej osoby, mamy wybór. Możemy pozostać w ruinie lub zaangażować się w uzdrowienie. Pozostanie wrakiem jest słabe zwłaszcza w obliczu odpowiedzialności za również przeżywające śmierć dzieci. No trzeba jakoś ruszyć do przodu.

W wielu domach uczy się grzeczności, posłuszeństwa, dbania o porządek, a nie rozmawia się na ważne podstawowe tematy. Przemilczenie tematu śmierci wyrządzi wiele złego i nie będzie to miało nic wspólnego z ochroną przed trudną rzeczywistością. Wszystko, co możemy zrobić dla dzieci, to zapewnić je, że są w tym świecie bezpieczne i że ten świat jest dobrym miejscem. Że wspólnie szanujemy nasz smutek, a następnie ruszamy dalej łapiąc życie za rogi.
Dlatego owej przedświątecznej soboty 33 lata temu, gdy wyjaśniono mi tajemnicę śmierci, uświadomiono, że choć to fizyczny koniec życia mojej prababci, pozostanie na zawsze w naszej pamięci, poszliśmy święcić jajka. Bo jajko to symbol życia.

By Miss Brave, 20 kwietnia 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.