Back to home
PARENTING

Czy istnieje matka idealna?

W zeszłym roku przy przedszkolu, do którego chodzą moje gwiazdy, zaczął działać dom kultury. Od września pojawiła się oferta przeróżnych zajęć dla dzieci, a wraz z nią akrobacje rodziców, jak pogodzić plastykę z tańcem, karate z grą na gitarze, a gitarę z dramą i robotyką, angielski z ceramiką itede. Każdego jednego dnia po przedszkolu dzieciaki lecą na złamanie karku na zajęcia. Nawet w soboty się kształcą, by być tą elitą, bo trzeba przecież mieć dobry start w życiu. Nawet takie 3-letnie gluty.

A ja jak patrzę na moje córki, kiedy je odbieram z przedszkola i czuję, jak nie ma z nimi kontaktu po rejestrowaniu przez 7 godzin spędzonych w przedszkolu różnych bodźców, jak jedyne, o czym marzą, to pobawić się w domu, w którym w tygodniu tak mało czasu spędzają, to nie wiem, jak miałabym im zapełnić 6-dniowy grafik. Zuza lat 3,5 nie uczęszcza jeszcze na żadne zajęcia. Nel lat 5,5 w poniedziałki ma karate, w środy plastykę, a w piątek basen i koniec. Basta. Bo uważam, że to zarówno jej jak i moje maksimum. Jej, bo choć chęci są wielkie, możliwości koncentracji pięciolatki i wyniesienia czegoś z zajęć ograniczone. Moje to natomiast maksimum ograniczenia, bo muszę najpierw odebrać z przedszkola Nel, być z nią w określonym miejscu, o określonej porze, odczekać tam godzinę (zazwyczaj mam ze sobą iPada i przez godzinę piszę), potem odebrać z przedszkola Zuzę i zabrać je obie do domu. I tak przez 5 dni? Dla mnie to strata czasu. Przecież dzieci tego nie potrzebują. Mają dużo zabawy, pracy i rozwoju w przedszkolu. Wychodzą na plac zabaw, mają różne wyjścia, warsztaty i przedstawienia. Mają też swój dom i są we dwie, więc nudzić się nie będą. A jeśli nawet, to co? Muszą się czasem ponudzić. Gdy dzieci się nudzą, stają się kreatywne. Zostawiam je same sobie, żeby mogły sobie pobałaganić, pomyśleć czy podyskutować o różnych sprawach. To moje wolne chwile. A gdy ja mam wolną chwilę, jestem z siebie dumna, że potrafię oderwać się od obowiązków i zrelaksować. Małe decyzje, a jak odmieniają moje codzienne życie.

Tak jak to było z wakacjami… W czerwcu zeszłego roku wszechobecne w social mediach były memy o wakacjach z dziećmi, że nie da się odpocząć, że wraca się jeszcze bardziej zmęczonym, a książek to już w ogóle nie należy na taki wyjazd wziąć, bo szkoda, by się tylko przejechały tam i z powrotem. A nasze wakacje były inne. Zajebiste. Postawiliśmy na opcję wypasu nad basenem tudzież morzem z elementami zwiedzania realizowanymi na własną rękę w wynajętym samochodzie. Co zaplanowaliśmy, to wykonaliśmy. Bez spinki ku uciesze ogółu. Dzieci nad wodę dostawały wiaderko, kilka foremek, łopatkę. Cały dzień potrafiły się moczyć i same bawić. My w tym czasie oddawaliśmy się nieprzyzwoitemu relaksowi z drinkami i książkami w rękach. Ja przeczytałam aż trzy, a zabranie ich ze sobą było jednym z lepszych pomysłów. I gdy my oddawaliśmy się słodkiemu lenistwu na przemian z nie przerywanymi cienkimi głosikami dyskusjami na dorosłe tematy, nasze gwiazdy same otwierały oczy na nowe doświadczenia, zabawy i znajomości wkoło. W ogóle do nas nie przychodziły. Najwyraźniej nie miały nic przeciwko naszym różnym sposobom na relaks. Nie miałam poczucia, że coś muszę, że coś trzeba. dzieci dostały pełną swobodę na naszych warunkach.

Napędem mojej maszyny macierzyństwa jest umiejętność radzenia sobie z poczuciem winy. Zazwyczaj rodzice uważają, że spędzają ze swoimi dziećmi za mało czasu. Ja spędzam mnóstwo, więc dziewczyny cenią sobie swój własny czas. Matki często obsługując swoje dzieci powtarzają, że są złe. Mają sobie tyle do zarzucenia. “Jestem złą matką”- i kolejna popada w obsesję. Poczucie winy jest emocjonalną karą, jaką niektóre matki na siebie nakładają za chodzenie do pracy, dawanie dzieciom zbyt małej ilości warzyw i włączanie tabletu, by móc coś przez chwilę spokojnie zrobić. Znam to kuszące pragnienie czucia się winną, bo często sobie zarzucam, że robię za dużo, a staram się za mało. Jednak to, co mnie wyróżnia, to nie gloryfikowanie tego bezsensownego poczucia. Jest niezdrowe i nieprzyjemne. To pułapka. Żeby w nią nie wpaść, najlepiej zamiast powtarzać “jestem beznadziejna”, pamiętać, że idealna matka nie istnieje. My, kobiety, mamy wysoko postawioną poprzeczkę – oczekuje się od nas, że będziemy seksowne w życiu, skuteczne w pracy i że codziennie przygotujemy 3-daniowy zbilansowany obiad. Do tego tercetu staram się nie dorzucać sobie poczucia winy.

Pamiętasz, jak pierwszy raz zostawiłaś swoje dziecko w przedszkolu i jak wielkie wyrzuty ci wtedy towarzyszyły? Kiedy Nel, a po dwóch latach Zet zostawiłam w przedszkolu, tylko ja jedna wiem, jakie uczucia temu zajściu towarzyszyły. Czułam się okropnie, ale czułabym się równie okropnie, gdyby dziewczyny zostały ze mną w domu, a ja bym nie wróciła do pracy. Zmierzyłam się z poczuciem winy i je pokonałam. Ok, mogę czuć się w pewnym stopniu winna, ale robić dla równowagi swoje. Tja. Idealna matka nie istnieje.
To, co pozwala mi radzić sobie z poczuciem winy to przekonanie, że spędzanie całego czasu razem jest niezdrowe dla wszystkich stron. Jestem bardzo dobrze świadoma niebezpieczeństwa przytłoczenia dzieci nadmierną uwagą i niezdrowego wymieszania ze sobą potrzeb matki i dziecka. Moje gwiazdy muszą mieć własne życie bez nieustającej mojej ingerencji. Jeśli moje dzieci staną się jedynymi celem i nadzieją mojego życia, nie będzie to dobre ani dla nich ani dla mnie.

Tyle matek mówi o poszukiwaniu równowagi między pracą a domem. Tylko, że one mówiąc równowaga mają na myśli karkołomną ekwilibrystykę, gdzie poszczególne elementy życia muszą tylko jakoś grać i uniknąć katastrofy posypania. Ja tę równowagę rozumiem trochę inaczej. Dla mnie to staranie, by żadna składowa mojej życiowej układanki nie zdominowała pozostałych. Wiem, że dla wielu matek ta równowaga pozostanie na zawsze niedoścignionym marzeniem, ale każdemu to polecam – przynajmniej spróbować – może się da. To jest mój sposób na życie w zgodności z samą sobą. W zasadzie nie mam wątpliwości, czy jestem dobrą matką, bo naprawdę za taką się uważam. Najważniejsze w tym wszystkim jest pozbyć się poczucia winy z powodu własnej niedoskonałości. Jestem matką, jestem pracującą dziewczyną, ale również jestem kobietą. Uważam, że moim gwiazdom dobrze zrobi, jeśli będą we mnie widziały oddaną im mamę, kompetentną profesjonalistkę i jednocześnie zakochana kobietę.

By Miss Brave, 21 marca 2019

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
O MNIE

Z głosem budzika mój mózg wchodzi na maksymalne obroty i pozostaje w tym stanie aż nocne zmęczenie nie zwali mnie z nóg. Myślę, więc jestem - to mnie określa. Myśli ulotne, więc imperatyw każe pisać. Pisać dla Was.

czytaj więcej
PODEJRZYJ MNIE
ZAJRZYJ NA MOJEGO INSTA
Instagram API currently not available.

Newsletter Signup

Zostaw maila, by dostawać info o najnowszych wpisach
Instagram API currently not available.